MOJE HARCERSKIE LATA – Jerzy Gach

W HUFCU ZHP SOPOT

Gdy miałem 12 lat , mój kolega z podwórka namówił mnie bym się zapisał do męskiej drużyny im.

ORP Burza przy Szkole Podstawowej nr 6 w Sopocie. Ciekawą sprawą był fakt, że chociaż w

ówczesnym ZHP istniały drużyny koedukacyjne to w Szczepie przy Szkole Podstawowej nr 6 i w całym

Sopocie działały oddzielnie drużyny męskie i żeńskie. Było to zasługą Dyrektora Szkoły i Komendanta

Hufca - hm PL Jerzego Jedlińskiego zapalonego harcerza. W drużynie w szkole podstawowej byłem

kilka miesięcy. Namawiano mnie bym pojechał na obóz harcerski, ale nie zdecydowałem się. Gdyby

to był obóz drużyny może bym inaczej do tego podszedł, ale obóz Szczepu gdzie komendantem był

Dyrektor Szkoły – nie wydawał mi się atrakcyjny. Jeździłem za to na organizowane metoda harcerką

kolonie dla dzieci pracowników Państwowej Opery i Filharmonii Bałtyckiej  (mama pracowała w

chórze operowym) i trochę w klimacie harcerskim trwałem.

W Szkole średniej – w wieku 16-17 lat – powróciłem do harcerzowania.

Moja młodsza o 4 lata siostra Maryla była zastępową w drużynie żeńskiej „Samarytanki” przy Szkole

Podstawowej nr 6 w Sopocie. Jej drużynowa – druhna hm Anna Kowalska -  poprosiła bym został

przybocznym w tej drużynie, bo grałem na gitarze i śpiewałem piosenki harcerskie, a to dla druhen

była duża wartość.

Latem – z inicjatywy druhny Kowalskiej – zostałem skierowany na letni kurs drużynowych – na obozie

stałym  w Potęgowie.  Po ukończeniu tego kursu postanowiłem spróbować swoich sił jako drużynowy

i zostałem skierowany do Szkoły Podstawowej nr 3 w Sopocie-Kamiennym Potoku. Kamienny Potok

to była dzielnica uważana wtedy za centrum patologii sopockiej. Trochę się bałem, gdy szedłem tam

na zbiórki harcerskie. Ale na szczęście nikt mnie nigdy nie zaczepiał. Po prostu starsi braci moich

harcerzy byli ważnymi osobami w bandach podwórkowych.

W Szkole Podst. Nr 3 założyłem Drużynę im. Jacka Malczewskiego. Niesamowite dla mnie było to, że

chłopcy wpatrywali się we mnie jak w obrazek. Jeździłem chętnie z harcerzami na biwaki  drużyny.

Zabierałem ich też na obozy Hufca ZHP Sopot. W tym czasie powstały dwie piosenki: „W domku przy

krzywym pniu” oraz „Szałas: („Szałas” ma moje słowa ale melodia jest Cat’a Stevens’a

Moonshadow”). W którymś  momencie zostałem Szczepowym (czyli szefem harcerstwa w Szkole nr

3). Postanowiłem zorganizować samodzielny obóz Szczepu. Był rok 1975.

Miałem niecałe 21 lat.  Okazało się, że organizacja 100-osobowego obozu nie była taka prosta jak

sobie wyobrażałem. Miejsce załatwiłem w prywatnym lesie w miejscowości Borek koło Gowidlina.

Miałem zgraną kadrę, sprzęt, kucharkę. Wydawało się, że nie będzie problemów.

Przed samym obozem umówiona kucharka wycofała się z wyjazdu. Udało się na szczęście załatwić 

inną we wsi obok obozu. Hufiec nie ufał mi, bo byłem młody i niedoświadczony więc wysłano na obóz

nauczyciela – doradcę (a tak naprawdę oko i ucho Hufca).  Przesyłał on do Komendy Hufca

alarmujące informacje o bałaganie na obozie (w jego opinii) choć on sam popijając wieczorami i

imprezując z praktykantkami z  AWF – był głównym źródłem bałaganu. Ogromnym wsparciem w tym

czasie był mój przyjaciel i prawa ręka – Jerzy Jereczek. Kadra na tym obozie była generalnie bardzo

zgrana. Wszyscy starali się by dzieci i młodzież byli zadowoleni. Dlatego było mnóstwo integracyjnych

imprez: Bal Narodów, igrzyska sportowe, wędrówki drużyn, zwiady terenowe, gry harcerskie, festiwal

piosenki, ogniska harcerskie. Kadra harcerska przestrzegała Prawa Harcerskiego. Obóz wg mojej

oceny był bardzo udany, ale nie liczyły się fakty tylko nieżyczliwe donosy.

Na obóz przyjechała wizytacja z Hufca Sopot (na szczęście nie była nastawiona negatywnie).

Wizytacja nie zdecydowała się na zamknięcie obozu – czy jakiekolwiek inne sankcje.

Ale rozchodziła się w Sopocie opinia o słabym obozie. W dniu odwiedzin rodzice zabrali około ¼

harcerek i harcerzy.

Dotrwaliśmy do końca. Po powrocie dostałem zakaz prowadzenia samodzielnych obozów na co

najmniej 2 lata.

Jeździłem więc na obozy z różnymi środowiskami Hufców: Sopot, Gdańsk-Oliwa, Gdańsk-Wrzeszcz.

W tym czasie powstały piosenki: „Wędrowiec”, „Karawana”.

W Sopocie działałem  nadal (głównie w Szczepie przy Szkole Podst. Nr 3 jako Z-ca Szczepowego a

potem Szczepowy) aż do czasu gdy nadeszły lata 1980-1981 kiedy po strajkach sierpniowych 1980

powstał wielki ruch odnowy Polski NSZZ „Solidarność”.

Ja – będąc studentem Politechniki Gdańskiej – zostałem zaproszony przez Marka Stępę – młodego

nauczyciela w Technikum Elektrycznym w Gdańsku-Wrzeszczu – do współtworzenia Gdańskiego

Kręgu Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego. Krąg był częścią Porozumienia Kręgów

Instruktorskich im. Andrzeja Małkowskiego. Pierwszy Krąg – matka powstał w Krakowie. Jego hasłem

przewodnim było – wychowanie przez przykład osobisty. Miało to polegać między innymi na tym , że

jeśli np. mówimy wychowankom – nie kłamcie, bądźcie braterscy, idźcie za Bogiem,  służcie ludziom,

kochajcie Polskę, nie palcie, nie pijcie – to sami dajemy przykład – jako pierwsi. Zostałem członkiem

Rady Kręgu Gdańskiego.

Mniej więcej w tym okresie odbyła się Konferencja Sprawozdawczo-Wyborcza Hufca Sopot. Zgłosiłem

wniosek by usunąć z Przyrzeczenia Harcerskiego  wierność sprawie socjalizmu. Wtedy rota Przyrzeczenia

Harcerskiego była następująca: „Przyrzekam całym życiem służyć tobie Ojczyzno, być wiernym

sprawie socjalizmu i być posłusznym Prawu Harcerskiemu”. Mój wniosek spowodował, że stałem się

w Hufcu: persona non grata.

 

W REJONIE ZHP PRZYMORZE

Na szczęście miałem już kontakty poza Sopotem. Najbardziej bliskie mi było środowisko Rejonu ZHP

Przymorze – dowodzone przez zapalonego harcerza – hm PL Jana Szweda działające na zasadach

małego Hufca – formalnie funkcjonujące w ramach połączonego Hufca Gdańsk-Wrzeszcz-Oliwa.

Instruktorzy kierujący Szczepem ZHP przy Szkole Podstawowej nr 46: Mirek Leszczyński i Olaf Jungst

zaproponowali mi poprowadzenie koedukacyjnego, obozowego kursu drużynowych „Leśna Szkółka”

(był to kolejny  kurs o tej nazwie prowadzony w ramach Zgrupowania Obozów Rejonu Przymorze w

Wygoninie – za to szkolenie tradycyjnie odpowiadali instruktorzy ze SP nr 46). Szkolenie odbyło się w

dniach 25.06-16.07.1981.

Nazwa kursu : Leśna Szkółka” była nawiązaniem do okreslenia czeskich leśnych kursów

instruktorskich - "Lesni Szkola" – bo żona Mirka Leszczyńskiego była Czeszką. Na kurs przyjechał

zaprzyjaźniony bard-amator harcertwa Jan Tryba który nauczył nas kilku piosenek: „Młyn”, „Ta

staruszka gitara”, „Gdy nad Gdyńskim Portem”, „Pan jest pasterzem moim” i innych

Po kursie postanowiłem kontynuować pracę z jego uczestnikami.

Na mój wniosek Komendant Rejonu ZHP Przymorze powołał Szkoleniowy Młodzieżowy Krąg

Instruktorski "Leśna Szkółka", do którego należeli absolwenci kursu w Wygoninie. Krąg miał stać się

rodzajem szkoły instruktorskiej. W Kręgu wprowadzono zwyczaj mówienia sobie po pseudonimach

(mianach leśnych).  Ja dostałem (a właściwie wybrałem) pseudonim „Prorok”. W lutym 1982 r. Krąg

zmienił nazwę na Szkoleniowy Krąg Instruktorski "Leśna Szkółka". W młodzieżowym kręgu mogły być

tylko osoby nastoletnie, a ja chciałem by docelowo Krąg skupiał również dorosłych instruktorów.

W dniu 13 grudnia 1981 – aby zniszczyć niezależny ruch „Solidarność” (oficjalnie tylko Związek

Zawodowy) – wprowadzono w Polsce stan wojenny. Główna Kwatera ZHP rozwiązala Porozumienie

Kręgów Instruktorskich im. Andrzeja Małkowskiego (P KIHAM). W proteście przeciw tej decyzji

zaczęły się rozwiązywać poszczególne Kręgi im. Andrzeja Małkowskiego w całej Polsce. Niestety Krąg

Gdański – kontrolowany przez zasłużonych seniorów harcerskich (hm Witold Rusiniak, hm Maria

Hrabowska) nie poparł idei samorozwiązania się  uznając, że lepiej dla wychowanków będzie jeśli

pozostanie Krąg w Gdańsku. Wielu młodszych instruktorów – w tym ja – myślało inaczej i odeszło z

KIHAM Gdańsk.

 

Instruktorzy którzy odeszli z KIHAM-ów byli siłą tworzącą najpierw Niezależny Ruch Harcerski

a potem ZHR i ZHP-18.

Wracając do „Leśnej Szkółki” - Od grudnia 1981 - ze względu na ograniczenia stanu wojennego, Krąg

był zmuszony zaniechać prowadzenia kolejnych kursów drużynowych.  Były one jednak

kontynuowane pod nazwą: Seminarium Przybocznych – którą wymyślił hm PL Jan Szwed.

 22 czerwca 1982 r. Krąg zyskał patrona w osobie Henryka Wieczorkiewicza – przedwojennego

działacza i dziennikarza polskiego w Wolnym Mieście Gdańsku.

W Kręgu używaliśmy nawy patrole – zamiast zastępy. Wprowadziliśmy też trochę dziwny dla innych

zwyczaj, że na spotkaniach w budynku (np. świecowiskach) nie zdejmujemy rogatywek – chcieliśmy

się w ten sposób jakoś stworzyć własną obrzędowość inną niż ogólnie obowiązująca.

Gdy byliśmy na obozach Rejonu ZHP Przymorze dh Szwed – będący osobą wierząca, a jednocześnie

zobowiązaną do obrony harcerstwa przed „kościelną zarazą” stosował 2 wybiegi by nie odrzucać

Boga,  a jednocześnie nie narażać się komunistycznym władzom harcerskim. W niedzielę obozy szły

do wsi, gdzie był kościół i docierały tam krótko przed rozpoczęciem mszy św. Wtedy było ogłoszenie,

że harcerze mają 1 godzinę wolnego.  Drugim zwyczajem było kończenie ogniska zgrupowania

obozów bez modlitwy i gdy komenda zgrupowania  odchodziła od ogniska – obozy podchodziły do

ognia by odśpiewać modlitwę harcerską. Komenda zgrupowania udawała, że nic o tym nie wie.

Latem 1982 odbył się w Bazie Rejonu Przymorze w Soszycy -1 kurs drużynowych firmowany przez

Krąg „Leśna Szkółka”. Odtąd, co roku odbywały się takie kursy  – będąc „brama wejściową do Kręgu”.

Tradycja takich kursów była kontynuowana przez Krąg SH ZHR „Drzewo Pokoju” oraz Krąg Harcerski

LS-Drzewo Pokoju”. Kolejne kursy odbywały się w: Wygoninie, Leśnej Hucie, Krakowie, Barłominie,

Dólsku, Bożym Polu, Sierakowicach, Swarzewie, Tuchlinie i innych miejscach.

W czerwcu 1983 r. 10 osób z "Leśnej Szkółki", w pełnej tajemnicy przed władzami ZHP, uczestniczyło

w tzw. Białej Służbie w Częstochowie - czyli służbie porządkowo-sanitarnej w czasie  2 pielgrzymki

 Jana Pawła II do Polski. Gdy po wyjściu  z pociągu na stacji Częstochowa ubraliśmy kangurki i rogatywki

i wsiedliśmy do tramwaju – jakiś cywilnie ubrany harcerz powiedział do nas: druhowie schowajcie

rogatywki, sytuacja jest napięta, milicja otoczyła pole namiotowe służby harcerskiej. Zdjęliśmy

rogatywki i schowaliśmy do plecaków, ale byliśmy nadal w kangurkach i wyglądaliśmy jak harcerze.

Trochę mnie śmieszyła ta pseudo-konspiracja. Ten spotkany harcerz zaprowadził nas na wielką łąkę

otoczoną faktycznie przez funkcjonariuszy MO. Weszliśmy tam bez problemu, rozbiliśmy namioty i

zostaliśmy włączeni  do Białej Służby. Milicja trochę bała się, że duża grupa prawicowych harcerzy

może spowodować jakieś wystąpienie antyrządowe więc zastosowała demonstrację siły. Ale

skończyło się – na szczęście – tylko na demonstracji.

W czasie spotkań z Papieżem zobaczyliśmy po pierwsze, że naprawdę pomagamy utrzymać porządek

i wynosić omdlałych do ambulansów, ale też że ludzie patrzą na nas z ogromną sympatią. W innych

sytuacjach wiele osób przyglądało nam się spode łba uznając, że harcerze do jakby hitlerjugend

władzy komunistycznej.

Gdy po powrocie do Trójmiasta spotkaliśmy ówczesnego Komendanta Hufca – Kazimierza

Mikołajczaka – on ostrzegł nas, że jeśli zobaczy na naszych mundurach przyszytą sprawność białej

służby to rozwiąże nasz Krąg. Nie pamiętam czy przyszywaliśmy te sprawności. To było raczej

ostrzeżenie – pro forma.

Staliśmy się ważni jako ci co byli na BS.  Zobaczyliśmy, że osoby promujące przedwojenne wartości

harcerskie szanują nasze środowisko.  Jesienią 1984 do Kręgu dołączyła grupa cenionych, ideowych

instruktorów z Gdańska-Przymorza pod wodzą Bożeny Michałowskiej „Szekli”. Byli w tej grupie:

Michał Rzepiak „Rzepa”, Michała Ostapowicz „Ostap”, Michał Czermiński „Ninja”, Zbigniew Sempka

„Sęp”, Hanna Piórkowska „Przepióra”. Byli oni starsi i bardziej doświadczeni od reszty członków Kręgu

więc stworzyli oddzielny twór o nazwie „SĘK” czyli Sekcja Ekspertów Kręgu. Ponieważ SĘK

spowodował nagły wzrost liczby instruktorów w Kręgu – powstał zwyczaj nadawania herbów

instruktorskich dla członków „LS” ze stopniami instruktorskimi. Herby miały być ustawiane przed

namiotami na obozach oraz funkcjonować, jako znak na pieczęciach. Naszywane też były na lewym

pagonie.  Grupa osób poza SĘKiem nazwana została GROM – Gromada Młodzieżowa.

Jako Krąg staraliśmy się często wędrować po górach.  Nauczyliśmy się kilku pięknych piosenek

górskich, które weszły na stale do naszego repertuaru:  „W Beskidzie”, „Noc Tatrzańska”, „Święty

Mikołaju”, „Jaworzyna”.

W lutym 1986 byliśmy na kultowym zimowisku w chacie góralskiej w Gliczarowie w Tatrach. Tam

dotarła do nas informacja, że 1 lutego zmarł członek SĘKa – 20-letni Michał Ostapowicz „Ostap”.

Chorował on na raka mózgu. Był jednym z najbardziej lubianych członków Kręgu. Po raz pierwszy

ogłosiliśmy żałobę w Kręgu. W klimacie pożegnania Ostapa powstała piosenka: „Bądź Wola Twoja”,

a zaprzyjaźniony bard Jan Tryba ułożył „Piosenkę o Ostapie”

SĘK był dużą pomocą dla Kręgu – bo mieliśmy w swoim składzie grono doświadczonych instruktorów.

Szczególnie dużo wniosła szefowa SĘK-a Bożena Michałowska która stworzyła na Przymorzu drużynę

żeglarską – będącą uzupełnieniem pracy Kręgu. Ona też odkryła urok Schroniska pod Durbaszką

organizując tam obóz „Orle Gniazdo” dla swojej drużyny.

Niestety SĘK był też źródłem problemów, bo pojawiła się nagle silna grupa która narzucała inny styl

niż przedtem wypracowany. Powstało dużo wzajemnych pretensji i sądów między SĘKiem i

GROMem.

Ten temat został podniesiony na biwaku w prywatnym domku wypoczynkowym Szekli w Szczenurzu

w dniach 18-20.04.1986. Na biwaku byli tylko członkowie  GROM-u (SĘK generalnie nie jeździł na

biwaki). Szefową bazy była córka Szekli – Katarzyna Michałowska „Balbina”.

W dniu 19.04.1986 uchwalono w Szczenurzu kodeks moralny Kręgu – Konwencję Szczenurską.

Pierwszym jej punktem była zasada, że nie można krytykować innych za plecami lecz sprawy

wyjaśniać przy wszystkich (a na pewno przy osobie której się stawia zrzuty) oraz, że nie należy wracać

do spraw już raz omówionych i zamkniętych. Zakazano mówienia złośliwego i intryganckiego i

wywyższania się nad innych. Stwierdzono, że należy albo mówić prawdę albo nie mówić nic. 

Konwencja przebijała się pomału w Kręgu ale wreszcie stała się ważną zasadą w „Leśnej Szkółce”,

„Drzewie Pokoju” i w HGW.

Młodsi wiekiem członkowie Kręgu (GROM) mieli dużo pretensji do SĘK-a że ich krytykuje. Ale duża

część tej krytyki był uzasadniona. W GROMie było dość swobodne podejście do postrzegania Prawa

Harcerskiego w życiu prywatnym (np. prawdomówność, abstynencja). Dlatego wydałem w dniu

7.10.1987 Rozkaz L9/87 w którym stwierdziłem, że osoby ostentacyjnie łamiące Prawo Harcerskie

muszą opuścić Krąg . Mój ówczesny oboźny  „Docent” miał w technikum wiele mówiącą ksywę

„kufel”.  Kazałem każdemu członkowi Kręgu podpisać zobowiązanie, że będzie przestrzegał w życiu

prywatnym Prawa Harcerskiego. Ponieważ duża część GROM-u często publicznie łamała 10-punkt

Prawa Harcerskiego i nie chciała z tego zrezygnować więc około połowa młodszych członków Kręgu

przestała być jego członkami.

Wiosną 1989 odbyły się w Warszawie obrady tzw. Okrągłego Stołu będącego  negocjacjami nt

przyszłej organizacji Polski – pomiędzy Rządem Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, części półlegalnej

opozycji oraz Kościołem Katolickim i Kościołem Ewangelicko-Augsburdzkim. 

W wyniku ustaleń Okrągłego Stołu zaistniała w Polsce możliwość oficjalnego istnienia innych – poza

ZHP – organizacji harcerskich. W kwietniu 1989 w Sopocie odbył się I Zjazd Związku Harcerstwa

Rzeczypospolitej. My patrzyliśmy na te działania z sympatią,

 ale chcieliśmy zostać w ZHP mając nadzieję, że można go naprawiać.

Jesienią roku 1989 Krąg „Leśna Szkółka” został zaproszony by uczestniczyć w obradach

nadzwyczajnego Zjazdu Chorągwi Gdańskiej ZHP. Zgłoszonych i przyjętych przez Zjazd zostało wiele

ważnych wniosków dot. odnowy ZHP. Niestety na końcu obrad przedstawiciele Centralnej Komisji

Rewizyjnej ZHP stwierdzili, że większość uchwał Zjazdu jest niezgodna ze Statutem ZHP i dlatego nie

może być wprowadzona do realizacji.

Dla nas był to sygnał, że dalszy pobyt w ZHP nie ma sensu.

Rozważaliśmy opcję dołączenia się do ZHR, ale postanowiliśmy wybrać własną ścieżkę niezależności –

choć część osób z SĘK-a jak „Rzepa” czy „Ninja” zdecydowali się wstąpić w szeregi ZHR.

 

NKIH LEŚNA SZKÓŁKA

W dniu 8 stycznia 1990 r. podjęliśmy decyzję o powołaniu Niezależnego Kręgu Instruktorów

Harcerskich „Leśna Szkółka” im. Henryka Wieczorkiewicza. Jednocześnie rozwiązany został w ZHP

Krąg Instruktorski „Leśna Szkółka” .

W dniu 22 stycznia 1990 r. powołany został Harcerski Związek Drużyn przy NKIH „Leśna Szkółka”.

Postanowiliśmy, że przed nazwami drużyn dodawany będzie przymiotnik: „niezależna” dla

odróżnienia od drużyn ZHP.

 

Wiosną 1990 wypowiedziałem prywatny akt zawierzenia siebie Maryi w Sanktuarium w Matemblewie.

Tekst był mniej więcej taki: „Zawierzam Maryjo Tobie swoją służbę harcerską i przyrzekam

nie cofnąć przed żadnym Krzyżem pełniąc służbę Bogu i Polsce, niosąc chętną pomoc bliźnim i będąc

posłusznym Prawu Harcerskiemu”.

Po powrocie do domu stwierdziłem, że niezbyt odpowiedzialne było przyrzekanie takich rzeczy,

bo nie znam do końca swoich ograniczeń – jaki krzyż mogę unieść, a jakiego nie.

 

Tymczasem niezależna „Leśna Szkółka” umacniała się i rozwijała.

W dniu 22 czerwca 1990r  (w rocznicę urodzin Henryka Wieczorkiewicza) nastąpiła rejestracja sądowa

tego stowarzyszenia  (był to zupełny przypadek, że było te tego dnia).

 

Wiosną 1990 reprezentacja NKIH LS została zaproszona przez ZHR  do odwiedzin szkół na Litwie gdzie

chciano reaktywować polskie harcerstwo. Zaproponowano nam byśmy przeprowadzili pokazowe

zajęcia harcerskie w Szkole w Bujwidzach na Litwie.  Bujwidze to wieś w 90 procentach zamieszkała

przez ludność polską. Przeprowadziliśmy zajęcia i powołaliśmy środowisko harcerskie  w Bujwidzach

pod opieką programowo-metodyczną NKIH „Leśna Szkółka”

W dniach 1-18 sierpnia 1990 r. odbył się I obóz NKIH „LS” w Grzybowie na Kaszubach.

Namioty pożyczyła nam jednostka wojskowa ojca naszego drużynowego o pseudonimie Orfeusz.

Jeden z rodziców zrobił z metalu bardzo przydatną kuchnię polową.

Na obozie tym byli harcerze z miejscowości Bujwidze na Litwie.  Niestety po kilku latach kontakty

z  Litwą ustały. Nie miałem czasu by tam jeździć i dodawać im ciągle zapału do działania.

 

Na początku roku 1991 odkryliśmy, że w roku 1933 w Gdyni – na Polance Redłowskiej przebywał

założyciel światowego skautingu – Robert Baden Powell. Miejsce to nie było w żaden sposób

upamiętnione.

Historia głosi, że na Polance Redłowskiej obozowały w roku 1933 polskie harcerki, które odwiedzała

lady Baden-Powell – żona Roberta a on przybył z nią do Gdyni  niejako w przy okazji jej wizyty.

NKIH „LS” ogłosił konkurs na projekt tablicy pamiątkowej. Najlepszy projekt przysłał druh z ZHP

Opole. Inny druh z ZHP Gdynia wykonał gipsowy model tablicy wg przysłanego projektu.  Stocznia

Marynarki Wojennej w Gdyni wykonała metalowy odlew tablicy, a Chorągiew Gdańska ZHP zrobiła

 projekt usytuowania tablicy, znalazła i przetransportowała na Polankę Redłowską duży głaz

narzutowy, umocowała na nim tablicę , wykonała betonowy podest dla głazu i umocowała głaz.

W dniu 20 kwietnia 1991 odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy Baden-Powella .

Poświęcenia tablicy dokonał legendarny kapelan „Solidarności” ks. Prałat Hilary Jastak

Przybyło około 700 harcerzy i instruktorów z różnych organizacji harcerskich.

Obecna też była komendantka obozu harcerek z roku 1933.

Był to I Zlot Baden-Powella w Gdyni. Potem organizowane były rokrocznie Zloty Baden-Powella

 w okolicach Dnia św. Jerzego – patrona skautów i harcerzy (23.04). Niestety z czasem formuła tych

zlotów się wyczerpała.

W maju 1991 r. były członek „Leśnej Szkółki” „Ninja  powiadomił mnie, że męski Hufiec „Kaszuby” ze

Szwecji – należący do ZHP poza granicami Kraju – prosi o pomoc w prowadzeniu podobozu harcerzy

w ramach obozu Hufca na Barnens ö (Wyspie Dzieci). „Ninja” dostał tę propozycję ale nie miał czasu

by ją przyjąć. Zaproponował to mnie i ja się zgodziłem.  Obóz odbył się w drugiej połowie czerwca.

Barnens ö  jest ogromnym obszarem, a wokół niego są małe, skaliste wysepki. Podobóz harcerzy

liczący kilkunastu chłopców był na takiej wysepce. Na posiłki płynęliśmy łodziami na główną wyspę.

Piękna okolica, pełna egzotyka.

Zorientowałem się na miejscu, że kadra Hufca jest bardzo ideowa i że jest duże napięcie między

Hufcem a władzami Naczelnymi ZHP pgk. Szczególnie atakowany był Komendant Hufca hm Jan

Potrykus.

Na podstawie negatywnych informacji od osób nie lubiących druha Jana, w tym Komendantki Hufca

Harcerek „Tatry”w Sztokholmie,  władze ZHP pgk uznały, że trzeba odwołać druha Potrykusa z funkcji

Komendanta Hufca. Po obozie dh Jan miał przestać kierować Hufcem. Ale kadra Hufca nie zgadzała

się z tą opcją i gotowa była odejść z Hufca razem ze swoim komendantem. Widziałem pismo

Przewodniczącego ZHP pgk do druha Jana. Było delikatnie mówiąc bardzo nieprzyjemne i

niesprawiedliwe.

Jako Komendant „Leśnej Szkółki” wprawiony w pisaniu Statutu organizacji harcerskiej

zaproponowałem kadrze Hufca, że wspólnie napiszemy Statut organizacji pod nazwą: Niezależny

Hufiec Harcerstwa Polskiego „LS-Kaszuby” w Szwecji. Ustaliliśmy, że nowa organizacja będzie pod

opieką programowo-metodyczną NKIH „LS” (późniejsze lata pokazały, że hm Jan Potrykus właściwie

uważał, że jest nie tyle pod opieką programowo-metodyczną LS, co pod opieką hm Jerzego Gacha).

Hufiec powołał drużyny harcerek i harcerzy, zuchen i zuchów

Na początku trzeba było wyjaśnić pewien szczegół (na który w ZHP pgk nie zwracano do końca

uwagi), że instruktor harcerski nigdy nie pije alkoholu i nigdy nie pali tytoniu – o czym mówił 10 punkt

Prawa Harcerskiego -  w wersji uznawanej przez LS. Nie wszyscy instruktorzy Hufca potrafili i chcieli

 sprostać temu wymaganiu. Dlatego część z nich odeszła. Ale zostało grono ideowych instruktorów

którzy dali impuls do działania nowej, niezależnej organizacji. W gronie tym – poza Komendantem –

był kapelan ks. Czesław Nenikowski. Cichym ale potężnym duchowo motorem działania była żona

dh-a Jana – Ewa Potrykus (formalnie poza strukturami Hufca).

ZHP pgk długo nie mógł się pogodzić z utratą silnego środowiska w Szwecji – i chyba do dziś tego

 nie akceptuje.

W grudniu 1992 r. na kursie drużynowych (Seminarium Przybocznych) w Swarzewie powstała

koncepcja Swarzewskiego Systemu Stopni Harcerskich oparta o system mian nawiązujący do

wzorców czeskiego leśnego harcerstwa.  System ten został zatwierdzony potem przez Sejmik Kręgu

„LS”.

We wrześniu 1993 r. delegacja NKIH „LS” wzięła udział w „Białej Służbie” podczas pielgrzymki  Papieża

Jana Pawła II na Litwę i Łotwę. W dniu 4.09.93 nastąpiło uroczyste zawierzenie „Leśnej Szkółki”

opiece Maryi: „Maryjo, Matko Boga Zawierzamy Ci nasz Krąg, jego drużyny i zastępy oraz całe polskie

harcerstwo. Otocz nas swoją opieką, kieruj naszymi poczynaniami byśmy nie wstydzili się być

chrześcijanami, byśmy umieli nieść innym radość wiary, byśmy mieli odwagę pełnić służbę Bogu i

Polsce oraz być posłusznymi Prawu Harcerskiemu nawet za cenę krzyża.
Prowadź nas do budowania pojednania z rodakami i sąsiadującymi z nami narodami, z którymi tak

wiele nas łączy pomimo bolesnych kart wspólnej historii - by braterstwo skautowe było zaczynem

braterstwa ogólnoludzkiego”.

 

W następnych dniach – w Agłonie na Łotwie - usłyszeliśmy opowieść miejscowego chłopaka, który

twierdził, że w tym miejscu ukazała się kiedyś Maryja na Drzewie Jabłoni wzywając Łotyszy do

nawrócenia.

Agłona mocno zapadła w naszych sercach tym bardziej, że tam – po mszy papieskiej – na której

pelniliśmy służbę porządkową -  spotkaliśmy się twarzą w twarz  z Papieżem Janem Pawłem II, który z

nami rozmawiał (prywatnie) i ustawił się do zdjęć z naszą grupą.

Po powrocie 8 grudnia 1993  założyłem w LS Bractwo Maryjne „Drzewo Pokoju” nawiązujące do tego

drzewa jabłoni w Agłonie, a 9 miesięcy później powstała w LS sprawność maryjna „drzewo pokoju”.

 

Federacja Harcerstwa Polskiego

Lata 90-te były czasem powstawania i umacniania się organizacji harcerskich poza ZHP.

W tym gronie szczególnie zasłużone było Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”, które

stało się częścią Federacji Skautingu Europejskiego (katolickiej organizacji której Statut został

zatwierdzony przez Papieża). SHK „Zawisza” – działało najpierw jako Niezależny Ruch Harcerski w

Lublinie. Potem – z uwagi na ciągłe nękanie przez Milicję Obywatelską organizacja ta schroniła się

pod skrzydłami Kościoła – jako Harcerska Służba Liturgiczna „Zawisza”. Gdy zaistniała możliwość

rejestracji stowarzyszeń harcerskich innych niż ZHP – „Zawiszacy” zarejestrowali się jako

Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” i wstąpili do FSE.   Była też Polska Organizacja

Harcerska – struktura która postanowiła działać bez pomocy osób które zdobywały doświadczenie

instruktorskie w ZHP. Okazało się to trudne – działać w oparciu o instruktorów, którzy wiedzę o

harcerstwie mają tylko z książek.

ZHR zgromadził niezależne organizacje pod swoimi skrzydłami powołując Komisję Porozumiewawczą

Organizacji Harcerskich. Należały do niej stowarzyszenia: ZHR, POH, SHK „Zawisza” FSE, NKIH „Leśna

Szkółka”, Federacja Drużyn im. Cichociemnych z Krakowa a potem też „Stowarzyszenie Harcerskie” z

Warszawy. Celem Komisji było wzmacnianie harcerstwa niezależnego od ZHP. W Komisji brały udział

organizacje zaproszone przez ZHR.

Co kilka tygodni reprezentanci organizacji składowych Porozumienia spotykali się w siedzibie ZHR w

Warszawie i mówili o swoich problemach oraz zapraszali innych na różne wydarzenia harcerskie.

Na spotkaniu Komisji Porozumiewawczej Organizacji Harcerskich w Warszawie 21 stycznia 1995 r.

przedstawiciel NKIH "Leśna Szkółka" przedłożył propozycję "LS" oraz Federacji Drużyn im.

Cichociemnych w Krakowie o pilnym powołaniu Federacji Harcerstwa Polskiego. Propozycję poparł

przedstawiciel Polskiej Organizacji Harcerskiej. Podjęta została decyzja o zwołaniu zbiórki

założycielskiej FHP w Kościele NMP w Gdyni, w dniu 18 lutego tego roku. Wydawało się, że Federacja

stworzy bardziej trwałą płaszczyznę współpracy między organizacjami harcerskimi niż Komisja

Porozumiewawcza. Przedstawiciele LS kierowali się zasadą która dominowała w tej organizacji, że w Polsce

powinno być wiele organizacji harcerskich połączonych jakąś „luźną czapą”, że dobrym modelem

docelowym wcale nie jest jeden ZHP.

W początkowej fazie Federację tworzyły: NKIH "Leśna Szkółka", FDC i POH26 lutego 1995 r. - na

mocy specjalnej zgody członków założycieli - ZHR (uchwałą swojego Zjazdu) przystąpił do Federacji

jako czwarty członek. Sekretarzem Generalnym Federacji (szefem) zostałem ja.

ZHR-owi bardzo zależało na tym by dostać się do międzynarodowych struktur skautowych: WOSM

(skauci) i WAGGGS (skautki). Przypuszczał że FHP będzie kartą przetargową do włączenia się do tych

struktur. Planowano też wciągnąć ZHP  do FHP by wspólnie aplikować do WOSM i WAGGGS. Okazało

się jednak, że w sferze dyplomacji międzynarodowej ZHP bił wszystkich na głowę. I nagle okazało się,

że ZHR może wstąpić do WOSM i WAGGGS tylko wtedy jeśli stworzy tymczasową federację z ZHP (na

kilka lat) a potem połączy się z ZHP – tworząc jedną organizację. O mniejszych organizacjach nikt nie

wspominał. ZHR poczuł się sfaulowany przez ZHP wiedząc, że róznice w rozumieniu pewnych zasad

harcerskich między ZHP i ZHR są zbyt duże by przejść nad nimi do porządku dziennego. ZHR odrzucił

warunki WOSM-u i WAGGG-su wiec przyjęto po prostu ZHP do tych struktur bez żadnej zwłoki.

Początkowo FHP inicjowała różne wspólne działania międzyorganizacyjne, ale widać było, że to

niezbyt wychodzi bo małe stowarzyszenia miały kłopot finansowy, by pojawiać się na różnych

imprezach i spotkaniach.  Po upadku projektu dot. WOSM i WAGGGS - FHP zaczęła słabnąć nie mogąc

znaleźć wyraźnego celu dalszego funkcjonowania. Stwierdzono, że chyba lepsza była nieformalna

struktura: Komisja Porozumiewawcza Organizacji Harcerskich. POH wstąpiła w całości do ZHR,

Federacja Drużyn im. Cichociemnych rozpadała się. SHK „Zawisza” będące obserwatorem FHP cały

swój wysiłek poświęcało na utrzymywaniu kontaktu z Federacją Skautingu Europejskiego – która były

ich matecznikiem ideowym. W LS  narastał kryzys z powodu tego, że stawiałem na coraz

wyraźniejsze akcenty religijne, a część osób z LS była przeciwna forsowania takiego kierunku

ideowego. Widać było, że koniec Federacji Harcerstwa Polskiego jest bliski. FHP działała około 2 lat

 i potem nastąpiło jej rozwiązanie – na wniosek ZHR. Bezpośrednio do końca działania FHP przyczynił

się między innymi kryzys organizacyjny  w LS.

 

w ZHR

We wrześniu 1996 miałem ważny sen.  Śniło mi się, że chodzę od kiosku do kiosku z gazetami, aby znaleźć

wiadomości na temat LS. Ale żadna gazeta nie pisała o naszej organizacji. W końcu zobaczyłem sklep

z gazetami usytuowany poniżej poziomu ziemi. Zszedłem po schodach na dół do sklepu.

I wtedy drzwi zniknęły, a ja stałem sam w ciemnej, zamkniętej grocie pod ziemią. Bałem się.

Ale w następnej chwili zobaczyłem  wyrastające drzewo, które otworzyło mi drogę ratunku

(widziałem przez otwór w suficie krąg niebieskiego nieba). To było drzewo liściaste (prawdopodobnie

jabłoń).

Położyłem ręce na korze, żeby zacząć wspinać się na drzewo. Ale poczułem wielki ból. Uświadomiłem

sobie, że to nie było zwyczajne drzewo, ale Drzewo Krzyża. Na szczycie drzewa zobaczyłem  Maryję

(Matkę Bożą), która poprosiła mnie, abym wspiął się na górę (ponieważ był to jedyny sposób na ratunek)

i obiecała mi pomoc podczas tej bolesnej drogi. W tym momencie się obudziłem.

 

Nie zrozumiałem wtedy tego snu, ale w ciągu kilku tygodni wszystko stało się jasne.

W październiku 1996 r. zapowiedziano w Sejmie debatę na temat zakazu aborcji. Dochodząca do

końca swojego życia Matka Teresa z Kalkuty napisała list do Polaków z prośbą by zatrzymać aborcję.

W dniu 3.10.1996 ruchy ochrony życia zorganizowały w Warszawie milczący marsz i pikietę

antyaborcyjną przed budynkiem Sejmu RP. W tym wydarzeniu wzięła też udział reprezentacja ZHR,

SHK „Zawisza”,  NKIH „Leśna Szkółka” – kilka druhen i kilku druhów – głównie z sopockiej drużyny

harcerzy nr 1 oraz ja – jako szef zamieszania.

Pikietę potępiła znaczna część członków Kręgu LS, uznając ją za działanie polityczne (tak naprawdę

drażniło ich to, że podłożem akcji były względy religijne).  W związku z tym wystosowałem list

otwarty do członków Kręgu, zaczynający się od słów:

„Wszyscy, którzy głoszą lub są głęboko przekonani, że walka z haniebną ustawą proaborcyjną to

sprawa polityczna, powinni odejść z grona członków Kręgu. Ich poglądy są bowiem

antychrześcijańskie - co jest nie do pogodzenia z oficjalna opcją ideową LS".

W odpowiedzi na publikację listu Przewodniczący Komisji Rewizyjnej „Pacjent” zwołał

nadzwyczajny Sejmik Kręgu (17 października 1996 r.), na którym odwołano mnie

 z funkcji Komendanta NKIH "Leśna Szkółka". Pacjent bardzo starannie przygotował ten Sejmik

organizując dzień przed nim naradę instruktorów wyjaśniającą powód zwołania Sejmiku (na tę

naradę ja nie byłem zaproszony). Po nieoczekiwanym wyrzuceniu mnie z funkcji Komendanta poczułem

się zdradzony przez ludzi, których w większości wychowywałem od kilku lat.

W nocy po Sejmiku czułem się jak człowiek w czarnej dziurze. Czułem się jakbym miał umrzeć.

Nie widziałem dla siebie miejsca w LS i nie chciałem być reprezentantem LS w FHP.

Kilka dni po tym Sejmiku opuściłem, wraz z 1 Niezależną Sopocką Drużyną Harcerzy "Knieja"

Leśną Szkółkę przenosząc się do ZHR.  Tam, razem z grupą instruktorów ZHR, założyłem Krąg

Starszego Harcerstwa ZHR "Drzewo Pokoju".  Z Kręgiem ściśle współpracowały między innymi:

sopocka jedynka Knieja i żeńska zastęp sopocki   oraz rumska drużyna salezjańska

harcerzy i 2 drużyny z Przymorza prowadzone przez braci Ojowskich.

W dniu 25.01.1997 r. Naczelnictwo ZHR zatwierdziło Krąg Starszego Harcerstwa ZHR „Drzewo

Pokoju”. Był to wyraźny ukłon w moją stronę bo normalnie lokalny Krąg powinien być powołany

przez Przewodniczącego Okręgu Gdańskiego. Krąg deklarował kontynuację tradycji Kręgu „Leśna

Szkółka” z lat 1981-1996 (nie negując równoległych praw do tej tradycji – pracującego nadal NKIH

„Leśna Szkółka”). Zostałem Komendantem Kręgu. Kapelanem Kręgu został ks. phm Czesław

Nenikowski, a z-cą Kapelana ks. hm Marek Adamczyk, kwatermistrzem był Jurand Czermiński.

W lutym 1997  poprowadziłem kurs drużynowych i przybocznych w Bożympolu Wielkim –

 nawiązujący do tradycji „LS”. W kursie wzięły udział między innymi osoby ze środowiska harcerskiego

z Podbrzezia na Litwie. Ponieważ wokół kursu był w ZHR klimat krytyczny postanowiem następne

kursy nazywać w sposób eliminujący napięcia (Seminarium Przybocznych – tak jak w stanie

wojennym, gdy był zakaz szkoleń).

Pamiętam jeden z obozów organizowanych przez Krąg SH ZHR „Drzewo Pokoju” w Wygoninkach.

Tam ks. Czesiek pokazał na co go stać i zbudował solidną kapliczkę obozową z grubych bali – bez użycia

gwoździ.

W marcu 1997 V Zjazd ZHR wybrał mnie zaocznie do grona członków Sądu Harcerskiego ZHR – zostałem

wiceprzewodniczącym Sądu. Był to kolejny sympatyczny gest pod moim adresem ze strony ZHR,

bo zostałem członkiem władz naczelnych ZHR – nie będąc nawet na Zjeździe tej organizacji.

 

W dniu 01.01.1998 powstało pismo Kręgu SH ZHR  „Drzewo Pokoju” – o nazwie „Szałas”.

W październiku 1999 VI Zjazd ZHR ponownie wybrał mnie do składu Sądu Harcerskiego. Jednocześnie

Zjazd zmienił Statut ZHR, z którego wynikało, że funkcja Komendanta Kręgu jest nie do pogodzenia

z byciem w Sądzie Harcerskim. W tej sytuacji Sejmik Kręgu postanowił, że Komendantem Kręgu

zostanie kleryk pwd Paweł Drażyk z Rumi (drużynowy rumskiej drużyny współpracującej z Kręgiem),

ja będę Przewodniczącym Sejmiku Kręgu. Ta współpraca władz Kręgu nie układała się najlepiej. 

Trudno było ustalić kto jest ostatecznie ważniejszy: Przewodniczący czy Komendant. Widziałem też że

działająca ze mną kadra instruktorska – jedynki sopockiej nie umie się znaleźć w klimacie ZHR –

innym niż klimat NKIH LS.

 

KH LS-Drzewo Pokoju

W dniu 18.11.2000 na biwaku Kręgu SH ZHR „Drzewo Pokoju” w Sasinie zdecydowaliśmy, że całe

środowisko Kręgu odchodzi z ZHR i tworzy nowe stowarzyszenie o nazwie: Krąg Harcerski „LS-Drzewo

Pokoju”, co było równoznaczne z rozwiązaniem w ZHR Kręgu „Drzewo Pokoju” oraz 1 Sopockiej

Drużyny Harcerzy  ZHR „LS-Knieja”. W ramach nowego stowarzyszenia powołano: 1 Niezależną Sopocką

Drużynę Harcerzy „Knieja” (przemianowaną potem na Gdyńską) oraz 1 Niezależna Gdyńska Drużynę

Harcerek „Macierzanka” (z zastępem w Sopocie). Rumska drużyna harcerzy pozostała w ZHR. Tak samo

nie zdecydowało się na odejście z ZHR środowisko braci Ojowskich i kilku pojedynczych harcerzy

Starszych.

Potem zastęp Sopocki harcerek przyjął nazwę  „Bławatki” i nr 2, a drużyna w Gdyni nazwała się „Kocanka”

z numerem 4. „Macierzanka” została jako nazwa Szczepu. Z tym, że po obozie letnim w roku 2001

harcerki z Sopotu przeniosły się do ZHP, przestał działać Szczep „Macierzanka” i została tylko 4

drużyna „Kocanka”.

 Zdecydowaliśmy że na wspólnych wyjazdach instruktorskich nosimy chusty czarne z zielonym

obszyciem. Barwy te nawiązywały do zielono-czarnych barw jedynki sopockiej która była główną siłą

napędową KH LS-Drzewo Pokoju na początku jego istnienia. Jednocześnie nawiązywaliśmy w ten

sposób do tradycji LS gdzie na wspólnych wyjazdach instruktorzy noszą chusty czarne z czerwonym

obszyciem.

W lutym 2001 w LS-DP – nawiązując do tradycji LS przyjęto zmodyfikowaną wersję mian – będących

składowymi elementami prób na stopnie harcerskie..

W czerwcu 2001 reprezentacja KH „LS_Drzewo Pokoju wzięła udział w Białej Służbie papieskiej ZHR

na Ukrainie.

Latem 2001 na obozie w Zielonce w Borach Tucholskich (miejsce znaleźliśmy dzięki pomocy

niezależnego środowiska harcerskiego z Sopotu) dołączyła do nas męska drużyna nr 3 (przeniosła się

z LS) pod wodzą „Małego”. Na tym obozie za pion męski odpowiadał „Gacek” a za pion żeński Beata

Rudzińska „Deha”. Beata wprowadziła wspaniały klimat wśród druhen i tchnęła w nie ożywczego

ducha. Dzięki niej tak naprawdę narodził się pion żeński LS-DP. Z Trójką mieliśmy trochę kłopotów, bo

po jakimś czasie część z nich wróciła do LS, a część została w LS-DP.  Choć trzeba przyznać, że „Mały”

był charyzmatycznym instruktorem i dał Kręgowi LS-DP dużą dawkę braterskiego stylu

instruktorskiego.

W dniu 3 czerwca 2002 r. Krąg został przyjęty do międzynarodowej organizacji The Order of World

Scouts (Zakon Skautów Świata). Przedtem złożyliśmy aplikację do World Federation of Independent

Scouts (Światowa Federacja Niezależnych Skautów). Ale gdy zorientowaliśmy się, że w tej strukturze

jest silne lobby homoseksualne – szukaliśmy innych organizacji międzynarodowych i znaleźliśmy

OWS. 

W dniu 6 stycznia 2004 Krąg Harcerski „LS-Drzewo Pokoju” został zarejestrowany przez Krajowy

Rejestr Sądowy. – przedtem Krąg działał jako stowarzyszenie zwykłe – zapisane tylko w ewidencji

Urzędu Miejskiego w Gdyni. Zmiana formuły Kręgu bardzo zdenerwowała drużynowego Trójki –

„Małego” (wolał, byśmy zostali stowarzyszeniem zwykłym, uważał że bardziej pokorna formuła

pozwoli nam się skupić  na stronie ideowej a nie na szukaniu dofinansowań – co umożliwiała

rejestracja sądowa) i stała się impulsem powrotu części trójki (razem z Małym) do LS.

W styczniu 2005 odbyło się tzw. Seminarium Przybocznych miejscowości Gnesta w Szwecji 

organizowane wspólnie z NHHP LS-Kaszuby w Szwecji. Impreza była bardzo udana, choć instruktorzy

KH LS-Drzewo Pokoju stwierdzili ze duża różnica w klimacie obu organizacji uniemożliwiła stworzenie

tradycyjnego klimatu Seminarium Przybocznych. Po raz pierwszy na to wydarzenie dostaliśmy

potężne dofinansowanie ze środków UE  dzięki wzorcowemu projektowi napisanemu przez

instruktorów NHHP „LS-Kaszuby” (bardzo chwalono ten projekt w Urzędzie Miejskim w Gdyni –

uznając go wręcz za wzorcowy). Po tym szkoleniu powstała piosenka „Zaśnieżone Gnesta

 W dniu 8.04.2005 brałem udział w mundurze harcerskim w pogrzebie Jana Pawła II w Rzymie.

Papież JP 2 był dla mnie bardzo ważny. Słuchałem jego licznych homilii, uczestniczyłem w harcerskich

Białych Służbach w Polsce i poza nią

Wyjazd był zorganizowany przez zaprzyjaźnionego ks. Darka Świdę.  Nikt z jadących samochodem ks.

Darka - oprócz mnie - nie był w mundurze, ale ja uznałem, że powinienem w nim być, że powinienem

pożegnać tego Papieża jako harcerz. W Rzymie widziałem wiele napisów na domach i potem też na

transparentach w czasie pogrzebu: SANTO SUBITO (święty natychmiast). Lud rzymski nawiązywał w

ten sposób do dawnego zwyczaju ogłaszania kogoś świętym na skutek woli ludzi kościoła wyrażanej

poprzez okrzyki: Santo Subito.  Wieczorem w przeddzień pogrzebu, gdy przechodziłem koło

wystawionego ciała Papieża w Bazylice św. Piotra stanąłem na baczność i oddałem salut skautowy –

prostując trzy palce ugiętej prawej ręki. W czasie mszy pogrzebowej Karabinierzy zapraszali by

wszyscy Polacy przechodzili jak najbliżej uroczystości pogrzebowych. Dlatego znaleźliśmy się na

samym Placu św. Piotra i mogliśmy wszystko oglądać bez korzystania z telebimu. Na pogrzebie było

około 4 mln ludzi. Była to największa uroczystość pogrzebowa w historii Włoch, a być może świata.

Przybylo wielu przedstawicieli władz państwowych i religii świata. Przepiękne, podniosłe pożegnanie

JP2 z wieloma flagami polskimi i transparentami z napisem „SANTO SUBITO”. Gdy wniesiono na plac

św. Piotra trumnę z Papieżem – zgodnie z tradycją położono na trumnie pismo święte. Normalnie to

pismo spokojnie leży. Ale w tym przypadku tak nie było. Wiatr zaczął przewracać poszczególne kartki

– jakby pokazując, że w życiu Jana Pawła II wypełniły się słowa Biblii – wypełniła się nauka Biblii. Po

jakimś czasie wiatr zamknął ponownie Pismo Święte i pozostało zamknięte do końca uroczystości.

 

W lipcu 2005 odbył się obóz Kręgu w Bujwidzach na Litwie. W trakcie obozu reprezentacja kadry

Kręgu pokłoniła się Matce Bożej w Sanktuarium Agłona na Łotwie.

Kontakt z  Bujwidzami wcześniej urwał się, ale chcieliśmy go odnowić. Niestety po obozie

 (w pięknych, starych borach litewskich) nie udała się próba ponownego stworzenia drużyn w

Bujwidzach.

W dniu 28 maja 2006 reprezentacja KH „LS-Drzewo Pokoju” pełniła Biała Służbę podczas pobytu

Papieża Benedykta XVI w Oświęcimiu. Dostaliśmy oficjalne pisemne podziękowanie od władz

kościelnych za zaangażowanie w pełnieniu tej służby (byliśmy tam jedynymi harcerzami).

 

HGW

Wiosną 2005 roku phm Mateusz Tokarzewski „Alien” – ówczesny drużynowy 1 Niezależnej Gdyńskiej

Drużyny Harcerzy „Knieja” postanowił, że drużyna ta ma być włączona do 3 Niezależnej Drużyny

Harcerzy „Buki”. Bardzo mnie to zdenerwowało – bo pamiętałem jak duży był wkład jedynki w

powstanie Kręgu „LS-Drzewo Pokoju”.

Umówiłem się z wychowawczynią z Domu Rodzinnego Fundacji „Rodzina Nadziei” w Gdańsku-Oliwie

– Panią Elżbietą Tessmer, że w tym domu dziecka spróbuję zrobić nabór do nowej „jedynki”. 

Poznałem panią Elżbietę na konferencji dot. wychowania młodzieży w Urzędzie Miejskim w Gdyni i

od razu nabrałem do niej zaufania.

Zainteresowanie podopiecznych Pani Elżbiety harcerstwem było bardzo duże.

W dniu 16.05.2005 powołałem   - w Oliwskim Domu Rodzinnym Fundacji Rodzina Nadziei - w ramach

KH LS-Drzewo Pokoju - 1 Niezależny Gdański Zastęp Harcerzy „Knieja” - pragnący być kontynuacją

tradycji zlikwidowanej 1 Niezależnej Gdyńskiej Drużyny Harcerzy „Knieja”.

I tu pojawił się problem, bo dziewczęta też chciały należeć do harcerstwa.

Więc w dniu 16.06.2005 – powstał w Oliwskim Domu Rodzinnym Fundacji Rodzina Nadziei w 2

Niezależny Zastęp Harcerek.  Na początku próbowałem prowadzić oba zastępy, ale po jakimś czasie

druhnami zgodziła zająć się „Pestka”.


W następnych miesiącach powstały – z moją pomocą - jeszcze dwa zastępy "jedynki": w Gdyni oraz w

Kielnie. Zostałem opiekunem zastępów w Gdańsku Oliwie i w Kielnie. Gdyńskim zastępem zajął się

„Kurek” , który potem został drużynowym jedynki. Równolegle do zastępu męskiego, powstał też

zastęp dwójki w Gdyni.  Zastępy w Gdyni powstały 2.04.2006 (rocznica śmierci JP 2) przy kościele o.o.

Redemptorystów – zrobiłem nabór w ramach ogłoszeń po rekolekcjach dla dzieci. Dzień 2.04.2006

został uznany za datę reaktywowania jedynki jako drużyny, powstania dwójki i powołania środowiska

jedynki i dwójki. Środowisko nosiło nazwę Jabłecznik bo „ Kurek” – był zdania, że Papież JP2 lubił

jabłecznik (pomylił z kremówką).  Zastęp jedynki w Rodzinie Nadziei otrzymał nazwę „wilki”, zastęp w

Kielnie „niedźwiedzie”, a zastęp w Gdyni „łosie”. Kurek niezbyt dobrze się dogadywał z chłopcami z

domu dziecka.

Ale wróćmy na chwilę do spraw KH „LS-Drzewo Pokoju”.

Na początku roku 2007 stwierdziłem, że pseudonim „Prorok” jest zbyt wyszukany i zaproponowałem

Kręgowi by wołać na mnie „Jerry”. Pseudonimu tego używał w stosunku do mnie były członek LS

Ninja” , któremu nie pasował pseudonim „Prorok”. Tak więc zostałem „Jerrym”.

W roku 2007 zaczęło do mnie docierać, że działam na nerwy „Szwagrowi” i niektórym innym

instruktorom. Stwierdziłem, że może czas usunąć się na bok. Uzgodniliśmy z kadrą Kręgu, że

zrezygnuję z funkcji Komendanta KH LS-Drzewo Pokoju i zostanę z dniem 8.09.2007

Przewodniczącym Komisji Rewizyjnej. Szybko odkryłem, że ciężko mi jest być człowiekiem będącym w

cieniu.

Stwierdziłem, że Komisja Rewizyjna najbardziej przyda się  Kręgowi jeśli będzie prowadzić konsultacje

metodyczne dla drużynowych oraz imprezy integracyjne dla funkcyjnych.

Jedną z ważniejszych tego typu imprez był SEL (Summer Expedition of Leaders) w Beskidzie Niskim

latem 2008 roku. Na SEL-u powstała piosenka „Tak dobrze w Beskidzie”. Po tym wyjeździe

powołałem Zastęp Harcerzy „Pretorianie” który miał być impulsem do wzmocnienia pionu męskiego

w LS-DP gdzie zaczęły wyraźnie dominować druhny.

Niestety po kilku miesiącach zastęp „Pretorianie” się rozpadł.

Tymczasem narastało napięcie między zastępem jedynki w Rodzinie Nadziei a pozostałymi zastępami

tej drużyny. W dniu 13.03.2008 zastęp oliwski został wyłączony z "Jedynki" i przemianowany na 61

Niezależny Gdański Zastęp Harcerzy Oliwska Knieja.  Ja zostałem zastępowym tego zastępu, a

pomagali mi w różnych okresach: „Willow”, „Mardok”, „Ender”.  Numer 61 nawiązywał do dnia 16 –

który  do śmierci Papieża JP2 – był obchodzony jako Dzień Papieski.  61 był odwróconym numerem 16

(bo jednostki męskie miały mieć numery nieparzyste).  Druhny z rodziny Nadziei utworzyły 16

Niezależny Zastęp Harcerek „Sasanka” odłączając się od „Dwójki”. Jednostką łączącą oba zastępy była

Gromada Harcerska „Oliwki”.

Młodzież z Rodziny Nadziei  miała zmienne nastroje: raz chcieli należeć do harcerstwa, a raz nie.

Byłem tym coraz bardziej zmęczony, bo dawałem dzieciom dużo czasu i sił.  Druhny czując, że jakoś

się to wszystko nie klei zrezygnowały z bycia harcerkami. Druhowie też byli w coraz większym kryzysie

– zapał ich był prawie zerowy.


Wreszcie w dniu 3.04.2009 podjąłem decyzję o zaprzestaniu działalności 61 NGZH (z uwagi na

wyczerpanie się dotychczasowej formuły działalności i brak pomysłu na kolejną reorganizację).

Ale nie był to koniec lecz dopiero początek nowej przygody harcerskiej.

W czerwcu 2009 pojechałem z rodziną na wczasy do Zakopanego.

W dniu 27.06.2009 (we wspomnienie NMP Nieustającej Pomocy) było deszczowo i rodzina

postanowiła zrobić sobie dzień przerwy w chodzeniu po górach.

Ale ja chciałem gdzieś się wybrać, więc wyruszyłem na samotną wędrówkę po Dolinie Kościeliskiej w

Tatrach. Gdy znalazłem się na Hali Ornak usłyszałem nieoczekiwanie w sobie wezwanie Maryi do

stworzenia grupy młodych harcerzy – płci męskiej składającej się z dwóch części: chłopców z

normalnych rodzin i z domu dziecka.

Wezwanie Maryi zainspirowało mnie do zorganizowania  prywatnej wędrówki harcerskiej  z udziałem

chłopców z domu dziecka i ze zwykłych rodzin.

W lipcu 2009 zorganizowałem  w Beskidzie Niskim prywatny wypad z udziałem byłych harcerzy z 61

NGZH oraz „Jeża”, „Gizi” i „Bety” (jako kadry). Na tym wypadzie w Krempnej powstała męska drużyna

wędrownicza (należąca do KH LS-Drzewo Pokoju) o nazwie Harcerska Gromada Wików. Specjalnie nie

dawaliśmy drużynie numeru czując, że to jest punkt wyjścia do czegoś  nowego. Nocą w dniu

21.07.2009 (wspomnienie proroka Daniela) w Krempnej na polanie powyżej cerkwi Kosmy i Damiana

odbył się uroczysty obrzęd przyjęcia pierwszych wilków do Gromady. Zdecydowaliśmy, że praca

Gromady opierać się będzie generalnie na wypadach i biwakach. Kadrę (Komendant, oboźny,

programowiec i kwatermistrz) nazwano Starszyzną. W HGW powołaliśmy patrole (zamiast zastępów).

Po jakimś czasie do HGW dołączył zastęp jedynki z Kielna.  Zdecydowaliśmy, że barwy chust HGW

będą odwrotne jak barwy chust wspólnych LS-DP – czyli barwy HGW to ciemno-zielone chusty z

czarnym obszyciem.

Podjęliśmy decyzję, że ważne narady HGW będą nosiły nazwę: Rykowiska Programowego.


W dniu 16.10.2009 HGW przyjęła imię Jana Pawła II.  Ten patron był wcześniej obecny w naszych

działaniach (papieska liczba 16 – to dzień powstania zastępu w Gdańsku-Oliwie).


W lutym 2010 zostaliśmy zaproszeni na biwak Niezależnego Hufca Harcerstwa Polskiego w Szwecji.

W czasie podróży promem do Szwecji powstała piosenka: „Ja i Bóg na krańcu świata” (z moimi

słowami i melodią Arrival – zespołu Abba)

Podczas pobytu w Szwecji - przyjęliśmy do grona honorowych członków Kręgu Rady HGW - hm RP

Jana Potrykusa „Tarana” - Komendanta NHHP LS-Kaszuby w Szwecji. Dh Potrykus podarował

wszystkim obecnym wilkom  pałatki. Od tego momentu pałatki stały się ważną częścią

umundurowania HGW na apelach, ogniskach, mszach św. (gdy jest chłodno).

Po biwaku w Szwecji oboźny HGW – „Gizia” ogłosił, że chce zrezygnować ze swojej funkcji. Podobno

drażniło go nachalne integrowanie się z wilkami druhen ze Szwecji, a może miał inne powody, a to był

tylko pretekst.

Oprócz kryzysu oboźnego pojawił się jeszcze inny problem. W Kręgu LS-Drzewo Pokoju działał męski

Zastęp Starszoharcerski „Łowcy”.  Był to zastęp mający wysoką rangę w LS-DP – działał od kilku lat

 i w jego szeregach była wcześniej większość kadry męskiej Kręgu. W roku 2010 zastępowym tego

zastępu był „Szwagier”. W zastępie zaczęło brakować członków więc „Szwagier” zaczął zapraszać do

„Łowców” najlepszych harcerzy – w tym funkcyjnych HGW – świadomie pomijając słabszych ideowo

druhów. Stworzyło to dziwny podział kastowy w HGW. Powiedziałem „Szwagrowi”, że nie zgadzam

się na takie praktyki. Ale on odpowiedział mi, że nie ma zakazu by tak robić. Spróbowałem na Sejmiku

LS-Drzewo Pokoju poddać pod głosowanie uchwałę zabraniającą podbierania harcerzy z innej

jednostki, ale Sejmik nie poparł mojej propozycji. W tej sytuacji stwierdziłem, że dla ratowania siły

HGW czas jest opuścić LS-Drzewo Pokoju.

 

W dniu 09.04.2010 - HGW została wpisana do ewidencji stowarzyszeń zwykłych Urzędu Miejskiego w

Gdyni i stała się tym samym organizacją - niezależną od KH LS-Drzewo Pokoju.

 

W dniu 10.04.2010 samolot z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim i delegacją państwową rozbił się

pod Smoleńskiem w Rosji. Zginęło 96 osób – w tym Prezydent RP i jego malżonka

 

W dniu 16.04 – reprezentacja HGW uczestniczyła w uroczystościach pożegnania Prezydenta RP przy

 Placu Trzech Krzyży  w Gdańsku. 

W dniu 18.04.2010 – uczestniczyłem w Krakowie – jako jednoosobowa delegacja HGW – w pogrzebie

Lecha i Marii Kaczyńskich zakończonym złożeniem ich ciał w krypcie na Wawelu. Był to czas wielkiej

narodowej modlitwy.


W dniu 17.05.2010 HGW została przyjęta do Zakonu Skautów Świata (The Order of World Scouts).


W lipcu 2010 odbył się w Beskidzie Niskim kolejny wypad HGW. Pogoda była dramatycznie

niesprzyjająca (deszcz, zimna temperatura).. Zmieniliśmy trasę i wylądowaliśmy na końcu w

sympatycznym schronisku w mieście Jaśliska – bo już mieliśmy dość chodzenia ciągle w mokrych

ubraniach.  Wydawało mi się, że HGW się rozpadnie, a tym czasem wypad się podobał i duch w

Gromadzie generalnie uległ wzmocnieniu. Po raz pierwszy przyznaliśmy tytuł Wilka MacKenzie –

osobie najbardziej wpływającej na klimat HGW. Tytuł otrzymał „Wampir”


W październiku 2010 wzięliśmy udział we Lwowie w obchodach 10-lecia Ukraińskiej Organizacji

Skautowej. Warto było zobaczyć piękne miasto Lwów. Ukraińcy byli bardzo sympatyczni.

Chcieli – tak jak my – uczestniczyć w przyszłości w działaniach OWS.


W styczniu 2011 odbyło się w Bartlu pierwsze szkolenie funkcyjnych Matecznik – nawiązujące do

seminariów przybocznych w LS-DP.


Zbliżał się ważny moment dla naszej Gromady, dla naszej Ojczyzny i dla całego świata.

Papież Benedykt XVI ogłosił, że w dniu 1 Maja 2011 r. – w Niedzielę Miłosierdzia Bożego - odbędzie się

w Rzymie beatyfikacja Jana Pawła II.

Benedykt XVI  wybierając datę beatyfikacji chciał podkreślić, że kluczowym punktem pontyfikatu

Jana Pawła II było wyjęcie z „zamrażarki kościelnej” objawienia o Bożym Miłosierdziu przekazanego

przez Jezusa św. siostrze Faustynie Kowalskiej. Potwierdził to Bóg – wybierając dzień zaproszenia

Jana Pawła II do „Domu Ojca”. Była to z jednej strony sobota – dzień maryjny, ale z drugiej strony

liturgicznie była to już Niedziela Miłosierdzia (sobotni wieczór po 1 nieszporach niedzielnych).

Bardzo chciałem, być z harcerzami na beatyfikacji  patrona HGW.

Spytałem Wojtka G. – dysponującego 7-osobowym samochodem - czy mógłby przewieźć delegację

Harcerskiej Gromady Wilków do Rzymu.

Wojtek zgodził się i pojechaliśmy w składzie: Wojciech i jego 2 synów – nie harcerzy oraz Bohun,

Bosman, Czapla i ja .

W połowie drogi zatrzymaliśmy się na nocleg w parafii św. Anny w Monachium-Karlsfeld– gdzie

nocleg na podłodze zorganizowało nam polskie małżeństwo katechistów wędrownych – Tadeusz i

Elżbieta .

Rankiem kolejnego dnia ruszyliśmy przez górzystą Austrię w stronę Rzymu. Po drodze 

postanowiliśmy otworzyć sobie pismo święte, by odczytać jakie słowo ma Pan Bóg dla naszej

pielgrzymki. I dostaliśmy słowo o Przemienieniu Pańskim i o tym, że Piotr chciał tam postawić 3

namioty: dla Jezusa, Mojżesza i Eliasza.

Pomyśleliśmy, że zapewne przeżyjemy piękny czas jak na Górze Przemienienia.  Nasza ekipa miała

skromne fundusze – więc wzięliśmy 3 namioty  licząc na to, że może gdzieś uda nam się przenocować

w wersji biwakowej. Wieczorem 30.04 dotarliśmy do Centrum Jana XXIII w położonej  pod Rzymem

miejscowości Frascati. Poprosiliśmy o zgodę na rozbicie namiotów na trawniku koło tego hotelu.

Recepcja nie zgodziła się, ale dali nam tani pokój – dla wycieczek. Wczesnym rankiem pojechaliśmy

do Rzymu. Było słonecznie.

W czasie beatyfikacji gdzie zgromadziło się około 1,5 miliona uczestników - wzruszający był moment

ogłoszenia Jana Pawła II błogosławionym (BEATO) i powolnego odsłaniania portetu Jana Pawła II

podczas którego po raz pierwszy odśpiewano piękny hymn beatyfikacyjny Aprite le porte a Cristo,

non abbiate paura (otwórzcie drzwi Chrystusowi, nie lękajcie się). Hymnu tego potem nauczyliśmy

całą HGW.

Po beatyfikacji było za późno by jechać bezpośrednio do Monachium, a na nocowanie dalej we Frascati

nie było  nas stać.. Trzeba było szukać czegoś po drodze. Jechaliśmy podmiejskimi uliczkami i wreszcie

zobaczyliśmy małą stację benzynową – która była zamknięta, a obok niej całkiem spory kawałem łąki.

Na łące rozbiliśmy trzy namioty i nie niepokojeni przez nikogo wyspaliśmy się, a rano wyruszyliśmy do

Monachium i kolejnego dnia do Polski.


Rok po tym wydarzeniu powstała piosenka 
"SANTO SUBITO" . Po 3 latach piosenka ta otrzymała

kolejną zwrotkę - dot. kanonizacji JP II.

 

W połowie maja 2011 reprezentacja HGW została zaproszona do Szwecji na obchody 20 lecia NHHP

LS-Kaszuby. Jubileusz był obchodzony przy stugach (dużych, całorocznych domkach campingowych)

Hufca  w parku krajobrazowym Järvafältet w gminie Järfälla koło Sztokholmu. Było dużo przemówień,

wspomnień, śpiewów, konkursów no i oczywiście gorący, turystyczny posiłek. Spaliśmy w jednej ze

stug. Czuliśmy się zaszczyceni, że jesteśmy jedną z nielicznych reprezentacji harcerstwa z Polski.


Latem 2011 odbył się w Beskidzie Niskim kolejny wypad  SEW ( Summer Expedition of Wolves). W

ramach wypadu odwiedziliśmy piękną dolinę Jasiel oraz klasztor w Komanczy - miejsce internowania

Prymasa Wyszyńskiego. Obozowaliśmy przy starej chacie Łemkowskiej - organizując wędrówki bez

obciążenia. Pogoda była nie najgorsza (lało tylko jedną dobę).


W marcu 2012 popłynęliśmy do Szwecji, by wziąć udział w Gnesta w biwaku NHHP LS-Kaszuby.

Atmosfera biwaku była wręcz rodzinna. Powstała tam nowa piosenka "Pytam siebie o sens życia".

Temat piosenki był taki ponieważ z rozmów z tamtejszymi harcerzami wynikało, że w większości są

ludźmi nie wierzącymi lub wątpiącymi w Boga. Piosenka była formą wołania – by sobie zadali pytanie

po co żyją.


Pod koniec kwietnia 2012 odbył się biwak w Czarnej Wodzie połączony z pierwszym w historii HGW

spływem kajakowym. Wydawało mi się, że będzie ciężko, ale Czarna Woda to rzeka płytka i leniwie

płynąca. Kilka razy wywracały się harcerzom kajaki – trochę wariowali, ale warunki w rzece nie były

niebezpieczne więc było po prostu zabawnie – a nie strasznie.


W lipcu 2012 odbył się kolejny Letni Wypad Wilków w Beskidzie Niskim - wg uczestników był to

najlepszy z dotychczasowych wypadów. Mnóstwo było elementów ideowo-wspomnieniowych, by

przypomnieć jakie są korzenie i jaka wartość Gromady. Na tym wypadzie w dniu 4.07.2012 w dolinie

Czertyżne - obrzędowo potwierdziliśmy przyjęcie JP II jako patrona Gromady.

 

W dniu 15.09.2012 oboźnym HGW został „Dymek” (przedtem był „Wampir” – który stracił zapał do

dowodzenia Gromadą, a jeszcze wcześniej byli: „Gizia” i „Szerszeń”).)

 

W październiku byliśmy na Ukrainie na zaproszenie Ukraińskiej Organizacji Skautowej. W dniu

28.10.2012 w katedrze lwowskiej nieznany nam stary harcerz powierzył naszą Gromadę opiece Matki

Bożej Łaskawej. No i poczuliśmy jak wygląda ta opieka. Najpierw jakiś człowiek w tramwaju (którym

jechaliśmy do dworca kolejowego skąd odchodziły busy do granicy polskiej - tzw. marszrutki)

powiedział nam byśmy nie kupowali biletów bo mundurowi nie musza kupować.  Potem wsiadł

kontroler biletów i kazał nam zapłacić dużą karę.

Wreszcie, gdy jakoś dojechaliśmy do Przemyśla okazało się, że pociąg do Krakowa, na który mieliśmy

kupione bilety odjechał 3 godziny wcześniej, bo nieoczekiwanie zmienił się rozkład jazdy pociągów.

Kupiliśmy więc bilety do Krakowa na pośpieszny autobus. Ale autobus się niezbyt śpieszył i dojechał

do Krakowa spóźniony tak, że uciekł nam pociąg z Krakowa do Gdyni. Musieliśmy spędzić całą noc na

Dworcu. Przysiedli się do nas bezdomni, którzy chcieli z nami pośpiewać (mieliśmy gitarę). Okazało

się, że przepisy kolejowe na to nie pozwalają – tak stwierdziła funkcjonariuszka SOK.

Pozwoliłem chłopakom pokręcić się trochę po mieście. W okolicach Wawelu zgarnęła ich suka

policyjna i przywieźli wszystkich pod dworzec. Spytali mnie dlaczego młodzież chodzi bez opieki w

nocy po mieście. Powiedziałem im, że szli z opiekunem – „Bohunem”. Był on już pełnoletni, ale

wyglądał jak 15-latek. Do tego dowód osobisty wypadł mu w pośpiesznym autokarze więc jego

pełnoletniości nie dało się udowodnić. Policjanci o 3 w nocy dzwonili do każdego z rodziców by

powiedzieć im, że ich syn chodzi bez opieki  nocą po Krakowie i że rodzice powinni wypisać syna z

harcerstwa. Nikt z rodziców się tym telefonem nie przejął, tylko byli wściekli, że budzi się ich w

środku nocy.  Rano odjechaliśmy pociągiem z Krakowa do Gdyni. Harcerze byli ciągle pod wrażeniem,

że jechali prawdziwą, zakratowaną policyjną suką.


W lutym.2013 odbyła się kultowa, zimowa wyprawa w Tatry. Surowa przyroda pozostawiła na

wszystkich niezatarte piętno.  Część rodziców bała się wypuszczać młodych na wypad bo były

komunikaty o dużym zaśnieżeniu i zagrożeniu lawinowym. W związku z niebezpieczeństwem w góry

dużo nie chodziliśmy – poza przejściem przez Miętusi Przysłop z Doliny Małej Łąki do Doliny

Kościeliskiej. Spaliśmy w Schronisku na Hali Ornak. Próbowaliśmy wejść do jaskiń ale podejścia były

tak oblodzone, że było to – bez raków – niewykonalne. Po tym wypadzie powstała piosenka: „Skaliste

zbocza pięknych Tatr”.


 W nocy 23/24.03.2013 odbyła sie pierwsza Wilcza Droga Krzyżowa (w lasach karwińsko-

witomińskich). Pomysłodawcą tego wydarzenia był „Murzyn”. Szliśmy z pochodniami przez ciemny las

i na miejscach gdzie były stacje mówiliśmy komentarze i śpiewaliśmy pieśni. WDK miała trochę

nawiązywać do idei Ekstremalnej Drogi Krzyżowej – choć długość trasy nie była ekstremalna – około 10

km. Uczestnicy (w liczbie 6) byli bardzo zadowoleni i zgłosili swój akces do następnych edycji tego

wydarzenia.


W maju 2013 odbył się biwak Gromady w Krakowie. Szliśmy na piechotę przez Kopiec Kościuszki i

Kopiec Piłsudskiego na obrzeża Krakowa. Spaliśmy w malowniczym schronisku młodzieżowym

usytuowanym w byłym forcie austriackim. Naokoło była stadnina koni. Oczywiście dotarliśmy też na

Wawel i do rynku miasta. Nietypowym wydarzeniem było wyświetlenie na biwaku filmu Cristiada

(przypadkowo „Murzyn” miał przy sobie kopię tego filmu). Po obejrzeniu filmu pozdrawialiśmy się przez

cały biwak zawołaniem: Viva Cristo Rey.


W lipcu 2013 odbył się w Beskidzie Niskim 5 Letni Wypad Wilków (5 SEW). Ze względu na moją

chorobę  (róża na nodze) przemieszczanie się do kolejnych punktów nocowania odbywało się busem.

Wilki pod wodzą „Bohuna” i „Dymka” wychodziły i wracały do miejsc zakwaterowania - bez plecaków,

a ja czekałem na nich w tych miejscach. Było więc inaczej - może zbyt łatwo. Ale tylko taka opcja

wchodziła w grę. Ale dzięki tej wersji udało nam się być w kilku ciekawych, odległych od siebie

miejscach – między innymi nad urokliwym jeziorem Klimkówko.


We wrześniu 2013 byliśmy znów na Ukrainie. Biwakowaliśmy w Hrebenowie w Beskidzie Skolskim i

trochę we Lwowie. Towarzyszyły nam druhny z KH Drzewo Pokoju, bo na Ukrainie po raz pierwszy

odbyło się spotkanie Rady Konwentu św. Jerzego w ramach OWS.  Konwentem nazwaliśmy część

OWS skupiająca organizacje harcerskie z Europy środkowo-wschodniej. Biwak był sympatyczny choć

zasady organizacyjne na Ukrainie dopuszczają zbyt wiele luzu - jak na nasze standardy. Jednak z roku

na rok widać coraz więcej młodzieży (nie tylko dzieci) i więcej dyscypliny - co dobrze świadczy o pracy

skautowej Ukraińców. W drodze powrotnej druhny zorganizowały w pociągu obchody Dnia Chłopaka.

Ach te kobiety zawsze znajdą okazję do imprezowania.


W dniach 15-17.11.2013 odbył się w Gdańsku, Sopocie i Gdyni historyczny biwak pod nazwą OWS Get

Together z udziałem skautów z Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Bardzo ciekawe doświadczenie,

fantastyczna impreza integracyjna. Najpierw było zwiedzanie Westerplatte i starego miasta w

Gdańsku, potem biwak w Szkole Podstawowej nr 1 w Sopocie z grą na orientację po mieście, konkursami,

grami, śpiewami, świecowiskami. Uczyliśmy się pieśni „Barka” polsku, angielsku i ukraińsku. Trzeciego

dnia była msza św. w kościele NSPJ w Gdyni i apel końcowy na Polance Redłowskiej. Część skautów

angielskich nie mogła odlecieć do domów z uwagi na zakłócenia wylotów z Gdańska. Musieli

przebukować loty i poczekać kilka dni w hotelu w Gdańsku. Skauci ukraińscy mieli własny autokar

więc bez przeszkód wrócili na Ukrainę.


W nocy z 21 na 22.03.2014 odbyła się 2 Wilcza Droga Krzyżowa z Kościerzyny do Sycowej Huty. Było

to przygotowanie duchowe do kanonizacji Jana Pawła II. Wyszło pięknie pomimo deszczu. Przybyło w

sumie 20 członków HGW. Ksiądz w Kościerzynie specjalnie odprawił dla nas mszę św. na początku

Drogi. Okazało się, że ten kościół (pw. św. Trójcy) silnie związany jest z JP II. Są tam relikwie i pomnik

tego papieża. Trasa Drogi Krzyżowej była bardzo ciekawa (koncepcja Bohuna). Golgota to tradycyjnie

była wysoka góra (po deszczu nie było łatwo tam wchodzić). Na każdej stacji były rozważania

mówione lub czytane przez harcerzy częściowo osobiste, częściowo dot. życia JP II. Po dojściu do

domu „Bohuna” czekała na nas królewska uczta. Udało nam się pogadać trochę o nowym regulaminie

stopni którego zatwierdzenie zaplanowaliśmy w Rzymie (choć niektórzy w trakcie dyskusji zasnęli).

 

W dniach 24-29.04.2014 odbył się wyjazd HGW na kanonizację Jana Pawła II. Papież Franciszek

ogłosił, że kanonizacja będzie w Niedzielę Miłosierdzia Bożego 27.04.2014 r. Zgłosiło się 20 osób w 3

samochodach zorganizowanych przez Zbigniewa – wujka Bohuna.

W składzie kolumny zbyszkowej  (poza trzema kierowcami): było 16 osób z HGW, 1 osoba z Drzewa

Pokoju, 2 osoby z Leśnej Szkółki i jeden nie harcerz.

Oprócz naszej ekipy oddzielnie jechał Wojtek G., który zabrał do swojego samochodu Glizdę i Segno z

HGW oraz córkę Frytkę - harcerkę z Drzewa Pokoju.

Wszyscy spotkaliśmy się na noclegu w Monachium – Gospodarz - Tadeusz B. pokazał nam prywatne

relikwie Jana Pawła II i opowiedział, że modlili się z żoną do Boga za wstawiennictwem Jana Pawła 2 o

dzieci (nie mogą mieć własnych dzieci) i dostali wspaniałych dwóch adoptowanych synów: Adriana i

Eryka – którzy potem przez jakiś czas pojawiali się na wypadach HGW).

W Monachium – po modlitwie w kościele – ustaliliśmy treść tzw. Poprawki Monachijskiej mówiącej o

postępowaniu z osobami drastycznie łamiącymi Prawo Harcerskie – szczególnie 10 punkt.

Rankiem wyruszyliśmy dalej. We Włoszech grupa Wojciecha odłączyła się, bo z powodu skąpych

funduszy nie chcieli jechać autostradą. W miejscowości Rovereto ich samochód się zepsuł i nie dotarli

do Rzymu. Ale ponieważ w Rovereto jest słynny dzwon pokoju ulany z dział z 1 wojny światowej więc

Glizda i Segno oddali uroczysty salut temu dzwonowi w imieniu HGW pokazując, że Gromada jest

jednostką chcącą budować pokój między ludźmi.

Kolumna zbyszkowa dotarła bez przeszkód do Rzymu, gdzie zakwaterowaliśmy się w domu

Generalnym żeńskiej Kongregacji Jezus (bliźniacza gałąź sióstr Loreto).

Zostaliśmy przyjęci po królewsku – super spanie z wyżywieniem– gratis.

Wieczorem, gdy wybiła 21:37 odśpiewaliśmy hymn beatyfikacyjny: APRITE LE PORTE A CRISTO.

Siostra przełozona była poruszona pełnym zapału śpiewem druhów tak, że po kanonizacji czekała na

nas kilkuosobowa delegacja kapituły generalnej Kongregacji prosząc byśmy dla nich zaspiewali

jeszcze raz tę pieśń.

Na kanonizacji – gdzie zgromadziło się prawie milion osób - nie dostaliśmy się tak blisko placu św.

Piotra jak na beatyfikacji. Ale na telebimie wszystko widzieliśmy. Było chłodno, a nawet chwilami

padał lekki deszcz. Chór zaśpiewał znów hymn APRITE LE PORTE A CRISTO. Papieża Jana Pawła II

ogłoszono świętym i  patronem rodzin. Po uroczystości złapaliśmy się za ręce by – rzędem  - ruszyć

pod prąd tłumu wychodzącego z placu św. Piotra i ulicy Via della Conciliazione. Udało nam się szybko

 przebić i dotarliśmy do grobu Jana Pawła II, by pomodlić się o opiekę nad HGW – w końcu to nasz

patron. Po powrocie do sióstr, była kolacja, nadprogramowe odśpiewanie Aprite le Porte a Cristo, 

świecowisko z siostrami i uroczyste podpisanie i ogłoszenie Rzymskiego Systemu Stopni Harcerskich

BORPI. Borpi to skrót elementów składowych wymagań na każdy stopień.

B- Bóg, O – Ojczyzna, R – rodzina, P – Przyroda, I – inne tematy – ogólno harcerskie.

Droga powrotna z Rzymu przebiegała bez zakłóceń. Nocowaliśmy po drodze w Monachium

 i kolejnego ranka pełni radości wyruszyliśmy  do Polski.

Po powrocie do Polski przyznaliśmy siostrze przełożonej klasztoru w Rzymie tytuł: Segno Vivo do Speranza.


W lipcu 2014 odbył się  6 Letni Wypad Wilków - po raz pierwszy poza Beskidem Niskim. Tym razem

wędrowaliśmy po Beskidzie Sadeckim i Pieninach. Duże wrażenie zrobiły na nas miejsca noclegowe:

Chatka pod Niemcowa i słynne Schronisko pod Durbaszką. Nocleg na Durbaszce nie był w planie.

Chcieliśmy nocować na Prehybie, ale jak zobaczyliśmy poziom komercji w tym Schronisku ruszyliśmy

dalej – w kierunku Durbaszki – czyli tego dnia przeszliśmy podwójną trasę. Ale nie żałowaliśmy bo

Durbaszka to jest to co lubimy. Tam dostaliśmy od Boga ważne słowo z Biblii - co można by określić

jako Pienińskie Bierzmowanie. Padał deszcz więc otworzyliśmy pismo św.z pytaniem czy wyruszyć na

wycieczkę. Wtedy otrzymaliśmy dwa słowa – jedno w postaci faktu – deszcz przestał padać, a drugie

zapisane w Ewangelii św. Łukasza: «Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał

Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym

uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana». Uznaliśmy, że jest to zadanie dla

HGW – które Bóg nam powierza. Widoki górskie były piękne. Atmosfera dobra. Wróciliśmy

zadowoleni.


W październiku 2014 odbyła się kultowa 2 wyprawa w Tatry - tym razem w klimacie jesiennym.

Piękne widoki. Góry w kolorze rudo-brązowym. Spaliśmy w schronisku w Dolinie Chochołowskiej. Na

tym wyjeździe nowym oboźnym został: „Murzyn”, a nowym kwatermistrzem: „Glizda”. Ja miałem

pewne kłopoty z nogą – po drobnym upadku – ale po biwaku noga wróciła do normy.


12.12.2014 odbył się opłatek HGW w dniu MB w Guadelupe - w klimatycznej atmosferze domu „Thorgala”.

Po raz pierwszy czytana była ewangelia po kaszubsku – taka była w domu biblia.


W kwietniu 2015 – odbył się klimatyczny biwak do Pragi w Czechach - piękne wydarzenie religijno-

historyczne z domieszką szalonej, typowej atmosfery HGW. Mieszkaliśmy u życzliwych księży

Klaretynów w Parafii u svateho Mateje. Na Hradczanach ogłoszona została Poprawka Hradczanska

dot. możliwych przypadków podwójnej przynależności organizacyjnej (HGW i inna organizacja

harcerska). Dużo radości dała nam nocna wędrówka po starym mieście. Sympatyczne było też

ognisko ze skautami czeskimi ze śpiewaniem wspólnym piosenek Jaromira Nohavicy.


W czerwcu 2015 odbył się-  biwak wspominkowy MINULOST (przeszłość) w Grzybowskim

Młynie z piękną trasą spływu kajakowego i wspaniała organizacja  w wykonaniu Bohuna i jego

rodziny. Przybyli z byłych wilkow: Jeżu, Szerszen, Bizon, Wampir, Wysocki, Firefox i Kamyk.

Minulost to znana piosenka Nohavicy – nazwa ta została przyjęta dla biwaków wspominkowych

organizowanych co 3 lata.

 

W lipcu 2015 odbył się biwak założycielski patrolu starszo-harcerskiego Wilki Wschodu – wycieczka

rowerowa do Częstochowy – prowadzona przez Bohuna. Po drodze było trochę problemów

technicznych, między innymi „Tertiusowi „ rozwalił się rower i musiał zrezygnować z kontynuowania

wyprawy. Członkowie- założyciele patrolu Wilki Wschodu zawierzyli swój patrol w Sanktuarium

Jasnogórskim.


W sierpniu 2015 odbył się 7 Letni Wypad Wilków w Bieszczadach. Były piękne widoki, ale pogoda była

dramatyczna: najpierw ulewne deszcze z gradem, potem tropikalny upał. Bieszczady są trudniejsze

niż Beskid Niski czy Sądecki oraz wszechobecna jest komercja co spowodowało, że trudno było

zbudować klimat jak w poprzednich latach. No ale poruszające krajobraz i wola walki spowodowały,

że nie było najgorzej. Martwiły nas wieści o ciężkiej chorobie „Papryki” (nowotwór) – więc modliliśmy

się za niego na różańcu. W Bieszczady pojechał z nami Gandhi – p.o. drużynowego jedynki (w LS-DP)

by dogadać się w sprawie współpracy między HGW a jedynką.


We wrześniu 2015 odbył się biwak w Toruniu - w Sanktuarium ks. phm Wincentego Frelichowskiego.

Tam oficjalnie powstał patrol pustynnych wilków - składający się z harcerzy należących do 1 NGDH

KNIEJA (należącej do LS-DP).  Bardzo się wszystkim podobała nocna gra terenowa w ruinach starego

zamku – po drugiej stronie Wisły.


W listopadzie 2015 wyruszyliśmy w okolice Genui we Włoszech. Odbył się tam kolejny Zlot : OWS GET

TOGETHER. Mieszkaliśmy w pięknej podgórskiej miejscowości San Desiderio koło Genui. Tam w

miejscu gdzie podobno był odcisk dłoni anioła dwaj bracia z Monachium: Adrian i Eryk – złożyli

Przyrzeczenie Harcerskie. Podjechaliśmy busami do Genui i kąpaliśmy się w morzu. Włosi patrzyli na

nas jak na wariatów, bo dla nich 18-19 stopni to nie jest temperatura do kąpieli.

Spaliśmy w budynku należącym do włoskich skautów.  Graliśmy na pobliskich łąkach w różne gry

zręcznościowe. Świecowiska były bardzo nastrojowe. Wróciliśmy zadowoleni. Na ten Zlot nie

dotarli Skauci z Ukrainy – choć byli zaproszeni.


W lutym 2016 polecieliśmy do Rzymu z okazji ogłoszonego przez Papieża Franciszka Świetego Roku

Miłosierdzia. Spaliśmy w salce parafialnej Kościoła św.Pankracego w Rzymie. W innej salce spali

miescowi skauci, którzy specjalnie zorganizowali biwak by integrować się z nami. Ta integracja jednak

nie wyszła najlepiej bo oni byli dużo młodsi. W biwaku w Rzymie uczestniczyli bracia Adrian i Eryk

Bortnikowie z Monachium. Udało nam się uczestniczyć w papieskiej modlitwie Angelus na Placu

św.Piotra, a potem – odwiedziliśmy Bazylikę św.Pawla za Murami. Ciekawa była nocna wędrówka po

starym mieście z gawędą „Murzyna”na Panteonie nt. Filipa Neri.  Parafianie bardzo cieszyli się, że

ktoś ich odwiedza w Świętym Roku Miłosierdzia dlatego zostawili dla nas pełno słodkich drożdżówek.

Oczywiście przeszliśmy przez kilka bram jubileuszowych. Wróciliśmy umocnieni duchowo i pełni

wdziecznosci dla gospodarzy o.o.Karmelitow.  (proboszczowi przyznaliśmy potem tytuł Segno Vivo di

Speranza)


W czerwcu .2016 pojechaliśmy do Sztokholmu by wziąć udział w obchodach  25-lecia Hufca LS-

Kaszuby. Tym razem spaliśmy w centrum starego miasta w Sztokholmie – w oratorium salezjanów.

Więc mogliśmy nocami oglądać starówkę. W dniu obchodów pojechaliśmy do w parku

krajobrazowego Järvafältet – by przy stugach  Hufca „LS-Kaszuby” słuchać przemówień, pieśni,

wspomnień. Ułożyłem specjalnie na to spotkanie piosenkę: „Mała Polska” – którą tam

zaspiewałem. Otrzymałem medal 25 – lecia Hufca (jako członek – założyciel). Wieczorem

wróciliśmy do Oratorium gdzie dotarła do nas grupa starszych harcerek i harcrzy ze Szwecji – by

wspólnie pośpiewać, porozmawiać, pożartować..


W dniach 29.07-02.08.2016 odbył się wypad do Krakowa związany - Białą Służbą w czasie Światowych 

Dni Młodzieży. Jechaliśmy busami zorganizowanymi przez tzw. pana Zbyszka – wujka Bohuna. Główne

spotkanie z Papieżem miało miejsce na błoniach w Brzegach k/Krakowa. Nie mieliśmy wejściówek

więc  baliśmy się, że nas nie wpuszczą. Nie tylko weszliśmy do sektorów ale jeszcze – gdy

organizatorzy namierzyli naszą grupę – poproszono nas o przejście do sektorów blisko ołtarza

papieskiego – by pilnować porządku przy wejściu do sektorów oraz roznosić wodę, asekurować księży

przy roznoszeniu komunii, rozładowywać wóz z pakietami żywnościowymi, wskazywać pielgrzymom

gdzie są mniej zajęte sektory. Były pogłoski, że Papież może być zaatakowany przez terrorystów więc

wydzielono specjalny – pusty sektor ewakuacyjny – najbliżej ołtarza, z lewej strony i poinstruowano

nas by blokować napór tłumu, gdyby nastąpiła ewakuacja Papieża. Świetnym pomysłem Papieża było

uroczyste odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Każdy miał ze sobą świeczkę którą zapalał i biała

koszulkę z datą swojego chrztu. Papież mówił mocne słowa o młodzieży kanapowej, której nie chce

się działać. Wezwał młodych by byli bardziej aktywni jako świadkowie Chrystusa.  Dobrą rzeczą było 

słuchanie słów Papieża Franciszka choć to słuchanie często przerywane było prośbami o pomoc. Ale

jechaliśmy by służyć i tak też było. Na nocleg pojechaliśmy do malowniczego schroniska położonego

w Dolinie Będkowskiej w obszarze Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Dzień po zakończeniu 2-dniowego spotkaniu młodzieży z Papieżem byliśmy na katechezie dla

młodzieży ze wspólnot neokatechumenalnych wygłoszonej przez Kiko Arguello. Ale przedtem

zajechaliśmy do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Gdy weszliśmy na plac

przed Sanktuarium podeszła do nas siostra przełożona miejscowego zakonu i spytała czy przybyliśmy

tu na służbę. Kolejny raz w czasie SDM spotkaliśmy się ze zjawiskiem, że zapraszano nas do pomocy

tylko dlatego że jesteśmy harcerzami. Powiedzieliśmy, że jeśli jest coś co potrafimy zrobić to chętnie

pomożemy. Okazało się, że mamy kierować ruchem pielgrzymów wchodzących i wychodzących z

małego kościółka z relikwiami św. siostry Faustyny. Dostaliśmy kamizelki służby porządkowej i dwie

godziny pomagaliśmy przy pilnowaniu porządku w tym miejscu. Pielgrzymami byli przede wszystkim

młodzi ludzie ze wspólnot neokatechumenalnych z całego świata co można było poznać po pieśniach

które śpiewali stojąc w kolejce przed wejściem do kościoła. Potem siostry zaprosiły nas – w formie

podziękowania – na smaczny obiad w ich refektarzu zakonnym. Dawało nam to dużo radości.

Na koniec dotarliśmy na spotkanie z Kiko Arguello. Wysłuchaliśmy płomiennej katechezy – kerygmatu i

duchowo umocnieni wróciliśmy do naszych busów i potem do Gdyni.

 

W sierpniu 2016 pojechaliśmy w Beskid Niski na kolejny SEW. Po komercji Bieszczad znów

odetchnęliśmy ciszą Beskidu Niskiego. Spotkani - nieliczni - turyści - to była ta turystyczna brać o

której marzyliśmy. Na potrzeby tego wypadu ułożyłem piosenkę „Beskidzie witam Cię”.

Wyjazd był świetnym odpoczynkiem w starym stylu. Na jednym z noclegów – przy chatce

studenckiej długo śpiewaliśmy i rozmawialiśmy przy ognisku.  Rankiem następnego dnia o 6 rano

gospodyni z domu położonego niedaleko bazy studenckiej włączyła kosiarkę i zaczęła ścinać trawę.

Wstałem i spytałem czy nie lepiej było by włączyć piłę mechaniczną bo jest głośniejsza. Na co pani

odpowiedziała krzykiem, że skory my nie daliśmy jej spać wieczorem to ona nie da nam spać rano.

Wziąłem gitarę i zaśpiewałem pani hymn SDM „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia

dostąpią”. Pani nic już nie powiedziała. Wyłączyła kosiarkę i zniknęła w swojej chałupie. Gospodyni

została przez nas okrzyknięta „panią kosiarką”.  Gdy ruszyliśmy dalej w trasę - w okolicach Zimnego

Wierchu powstała myśl, że warto by powołać drużyny młodszych harcerzy przy HGW.


Pod koniec września 2016 odbyła się  wyprawa w Gorce. Spaliśmy na Turbaczu. Jest to bardzo

nastrojowe miejsce, więc wypad się  wszystkim podobał. Po raz pierwszy obożnym i

kwatermistrzem zostały osoby powołane z młodej kadry (drugi rzut). „Bilbo” był obożnym, a „Tertius

kwatermistrzem.  Po prostu Starsi członkowie HGW nie pojechali na ten wypad. Okazało się, że

ważniejsza niż doświadczenie harcerskie jest gorliwość do działania. Prowadziliśmy długą dyskusję nt.

zasad ewentualnego powoływania drużyn młodszo-harcerskich  przy HGW. Otwarte słowo z Biblii

zinterpretowaliśmy, że trzeba z tymi drużynami jeszcze poczekać..

 

W styczniu 2017 odbyło się  Szkolenie Matecznik w Monachium z udziałem druhów z Niemiec –

którzy po Polsku nie mówili – porozumiewaliśmy się z nimi po angielsku lub za pośrednictwem

tłumaczy – braci Bortników.  Rodzice kandydatów na harcerzy z Niemiec – zgłosili się jako służba do

przygotowywania posiłków. Atmosfera była bardzo udana. Podczas szkolenia powstał Niezależny

Skautowy Patrol Wilków im.Ruperta Mayera w Monachium stowarzyszony z HGW. Pewnego ranka gdy

prowadziliśmy apel kursowy przed bazowym domem katechetycznym Kościoła w Monachium-

Karlsfeld jeden z okolicznych sklepikarzy podszedł do nas i podziękował za uczenie młodzieży

dyscypliny, a potem wręczył nam 50 euro na drobne wydatki. Kupiliśmy za to hamburgery dla

wszystkich członków. Podczas pobytu w Monachium uczestnicy kursu zrealizowali zwiad terenowy w

tzw. wersji monachijskiej. Wersja ta zakładała, że druhowie nie są w stanie dogadać cię z nikim po

niemiecku. Więc mieli pochodzić po okolicy – jak ekipa reporterska, a potem przedstawić relację – w

formie reportażu telewizyjnego upiększając to co widzieli własnymi – często dziwacznymi

koncepcjami – opisującymi życie niemieckiego miasta. Na Szkolenia gościnnie dojechali starsi

druhowie – z Wilków Wschodu. W ramach własnych zajęć odwiedzili oni pobliski obóz

koncentracyjny w Dachau i zdali potem z tego relację młodszym członkom Gromady.

 
W lutym pojechaliśmy z przedstawicielami KH „LS-Drzewo Pokoju” na biwak z okazji Dnia Myśli

Braterskiej do bazy wycieczkowej w Bartlu. Tam poza quizem nt. życia Baden Powella (guiz był dla

utrudnienia po angielsku) odbył się zwiad terenowy w wersji monachijskiej. Szkoda, że uczestnicy

zwiadu nie zauważyli, że niedaleko bazy jest pomnik upamiętniający aresztowanie słynnej

sanitariuszki żołnierzy niezłomnych Danuty Siedzikówny „INKI”. Atmosfera biwaku była bardzo

harcersko-braterska.

 

Nocą  31.03-01.04.2017 – odbyła się  koło domu „Kapsla” w Kamieniu – kolejna Wilcza Droga

Krzyżowa. Miała ona duże znaczenie bo podczas narady po zakończeniu WDK – zdecydowano, że

powołane zostanie tzw. Bractwo Krwi – skupiające Komendanta, oboźnego i kwatermistrza.

Pierwotnie Komendant, oboźny i kwatermistrz mieli tworzyć Starszyznę Gromady. Ale gdy członkowie

Starszyzny stawali się coraz starsi okazywało się, że często nie mają czasu na wyjazdy harcerskie (nie

dotyczyło to komendanta). Więc ustaliliśmy, że Starszyzna będzie od decyzji rzadkich ale poważnych i

od reprezentowania Gromady na zewnątrz, a Bractwo Krwi – od bieżącego prowadzenia biwaków.

Uznano, że najlepiej byłoby gdyby zawsze Starszyzna pokrywała się z Bractwem Krwi, ale w praktyce

okazało się że rzadko się to udaje zrealizować.

 

W kwietniu 2017 – Dzień Patrona – przypadający zawsze w Niedzielę Miłosierdzia Bożego

obchodziliśmy na Zaolziu w Czechach. Tradycyjne kremówki jedliśmy w cukierni w Czeskim Cieszynie.

Dowiedzieliśmy się sporo o tragicznych dziejach polsko-czeskiego pogranicza. Udało nam się też

spotkać s miejscowymi polskimi harcerzami. Tadeusz Bortnik z Monachium otrzymał tytuł Segno Vivo

di Speranza.

 

W maju 2017 wyruszyliśmy na wędrówkę leśną z Sopotu Brodwina do Sanktuarium MB Brzemiennej

w Gdańsku Matemblewie z okazji 100 lecia objawień fatimskich. Trochę błądziliśmy ale na koniec

udało się dotrzeć i pokłonić Matce Bożej Matemblewskiej.


-W sierpniu 2017 –wyruszyliśmy w  Beskid Niski . W czasie wypadu było zimno (w nocy nawet 3

stopnie) i czasami deszczowo. Dodatkowo męczyła nas infekcja żołądkowa i było mało tzw. starych

wyjadaczy. Pomimo tych wielu minusów udało się utrzymać świetną atmosferę na wypadzie co

świadczy o sile Ducha wilków. Po raz pierwszy na wypadzie byli przedstawiciele Skautów Ruperta

Mayera "Czarne Wilki" z Monachium. Wilkiem mackenzie został Mongoł.

Jedno z miejsc noclegowych wypadło w chatce otoczonej ze z kilku stron przez strumienie.

Musieliśmy docierać do chatki bez butów z podwiniętymi nogawkami spodni. Przy chatce chcieliśmy

rozpalić ognisko – bo było zimno i wilgotno,  ale nikomu to nie wychodziło. Wtedy Tyson zaczął

walczyć o rozpalenie ognia. Przypatrywaliśmy się temu bez wiary w sukces. Ale po wielu minutach

zapalania, dmuchania, dokładania drewna ogień się zapalił. Byliśmy pod wrażeniem. Tyson okazał się

tym który potrafi rozpalać ogień – nie tylko rzeczywisty, ale jak się potem okazywało - też duchowy.


Po wypadzie w Beskid pojechaliśmy na  Zlot OWS Get Together w Krakowie i Pieninach (Durbaszka) z

udziałem przedstawicieli Polski (HGW, DP), Anglii, Ukrainy i Niemiec (skauci Ruperta Mayera).

Atmosfera była bardzo braterska. Szkoda, że  liczba przybyłych była o połowę mniejsza niż

zakładaliśmy na początku. Udała nam się załatwić w dniu 27.08 poranną mszę niedzielną w

Łagiewnikach z kapelanem ZHR. Pieniny powitały nas piękną pogodą więc nastroje też były piękne.

Jedna z gier wiązała się z przejściem ze Szczawnicy – drogą nad Dunajcem, poprzez Słowację i górski

szlak graniczny polsko-słowacki do Schroniska na Durbaszce.


Pod koniec  września  2017 byliśmy na krótkiej wyprawie tatrzańskiej. Mieszkaliśmy w prywatnym

schronisku „Murań” w Zakopanem - niedaleko Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiejna Krzeptówkach.

Było słonecznie. Tatry częściowo pokryte były cienką warstwą śniegu.  Przed Halą Gąsienicową „Bojan”

złożył przyrzeczenie harcerskie.

Po wejściu do schroniska na Hali Gąsienicowej zaśpiewaliśmy piosenkę Paula Simona „The Boxer”.

Turyści nagrodzili nas oklaskami. Potem ruszyliśmy dalej na Kasprowy Wierch i zjechaliśmy kolejką

linową. W sobotę wieczorem (po mszy św.) zawierzyliśmy HGW Maryi w Sanktuarium na

Krzeptówkach (była to część naszych obchodów roku fatimskiego i główny powód wizyty tego roku

w Zakopanem). Następnego dnia odwiedziliśmy Dolinę Kalatówki i Pustelnię Brata Alberta.

Chyba wszyscy mieli poczucie radosnego spełnienia, gdy stawaliśmy twarzą w twarz z piękną przyrodą

tatrzańską.


W grudniu po raz pierwszy wybraliśmy się zimą w Alpy Niemieckie. Najpierw dotarliśmy do

Monachium-Karlsfeld gdzie w domu parafialnym odbyło się polsko-niemieckie spotkanie opłatkowe.

Śpiewaliśmy polskie kolędy, Skauci Ruperta Mayera – kolędy bawarskie. Były one bardzo melodyjne.

Rankiem – po spotkaniu opłatkowym wyruszyliśmy w Alpy w okolicach klasztoru w Ettal – gdzie w

czasie wojny był internowany przez faszystów niemieckich – ks. Rupert Mayer – patron

zaprzyjaźnionych skautów. Weszliśmy drogą wydeptaną w wysokim śniegu na szczyt Ettaler Manndl.

Na końcu było bardzo ślisko i niebezpiecznie. Można było wejść tylko korzystając z łańcuchów.

Zabroniłem wilkom zdobywania szczytu- wyglądającego jak kula położona na górze. Zresztą jak

mówili harcerze – chyba i tak nie udało by im się wejść. Pod szczytem jeden ze skautów niemieckich o

pseudonimie „Einstein” złożył Przyrzeczenie Harcerskie i otrzymał nasz Krzyż – oni chcieli robić

wszystko tak jak Polacy. Wracając obejrzeliśmy skocznię narciarską w  Garmisch-Partenkirchen.

Wieczorem tradycyjnie  uczestniczyliśmy w eucharystii neokatechumenalnej w Monachium-Karsfeld,

bo opiekujący się nami Tadeusz Bornik był i jest katechistą Drogu Neokatechumenalnej w Niemczech.


W styczniu 2018 odbyło się w Szwecji Szkolenie Matecznik. Nocowaliśmy szwedzkich domkach

campingowych stugach należących do  Niezależnego Hufca Harcerstwa Polskiego „Ls-Kaszuby” . Baza

położona była w Parku krajobrazowym Järvafältet. W surowych, zimowych warunkach udały się tzw.

zapasy wikingów.  Zwiad terenowy po dziewiczych skalisto-leśnych terenach też się wszystkim

podobał. Mieliśmy trochę problemu z myciem – 200 m od nas  była pompa z bardzo zimną wodą.

Myliśmy się więc niezbyt często i niezbyt dokładnie.  W niedzielę dotarł do nas kapelan i komendant

Hufca ks. Hm Paweł Drążyk. Pod koniec szkolenia dotarła na nasze końcowe świecowisko grupa harcerek i

harcerzy z Hufca „LS-Kaszuby” . Przypomnieliśmy sobie stare i nowe piosenki. Po odśpiewaniu piosenki

„Młyn” dh hm RP Jan Potrykus stwierdził, że tak jak w tej piosence jest mowa o ponownym ruszeniu

koła młyńskiego przez powracającego młynarza Jana – tak być może nasze przybycie jest takim

ponownym ruszeniem koła starego młyna. Okazało się, że kilka miesięcy po naszym wyjeździe

zmieniły się władze Hufca. Dh Jan wrócił do czynnej służby i został Przewodniczącym Rady Hufca.

Atmosfera na szkoleniu nie była najlepsza z powodu poważnej liczbowo domieszki zgranych druhów

lansujących własny klimat. Natomiast bardzo podobała nam się gościnność miejscowych

instruktorów harcerskich. Gdy okazało się, że mamy za mało chleba (każdy harcerz brał tyle chleba ile

wg niego starczyło mu na pobyt w Szwecji) to miejscowa kadra dostarczyła nam mnóstwo pieczywa i

jeszcze innych produktów żywnościowych. Jednemu z harcerzy – „Zającowi” – rozwaliły się buty, więc

dostał nowe. Wyjechaliśmy umocnieni przyjaźnią między naszymi środowiskami harcerskimi.

Na biwaku zaczęła mi świtać w głowie nowa piosenka, którą dokończyłem po powrocie do domu.

Nazywała się „Obrona Jasnej Góry”. W piosence jest mowa o potopie szwedzkim zalewającym Polskę.

Tym potopem w dzisiejszych czasach jest wszechogarniający nas atak na wartości: małżeństwa, rodziny,

życia, czystości.

 

W marcu 2018  w Hospicjum w Kościerzynie zmarł nasz były harcerz „Papryka” – pogrzeb odbył się

15.03 w Lipuszu. Przybyla duża grupa aktualnych i byłych członków Gromady.  Po raz pierwszy

przywiązaliśmy do uchwytu  trumny błękitny sznurek będący symbolem Familii. Do Maryjnej Familii

Wilków należą osoby które przez co najmniej 27 miesięcy były członkami do HGW. Noszą one kawałek

błękitnego sznurka przyczepiony do plecaków i  mają też prawo, by taki sznurek był przyczepiony do

trumny.

Kilka miesięcy po pogrzebie napisałem „Piosenkę dla Papryki”.


 W lipcu 2018 „Pomarancza” zorganizował w Tokarach k/Miszewa 1 biwak patrolu

młodszoharcerskiego Wilcze Tropy. Spełniło się to o czym rozmawialiśmy kilka lat wcześniej w

okolicach Zimnego Wierchu i w Gorcach – by powołać jednostkę młodszo harcerską przy Gromadzie.


W lipcu 2018 – na zaproszenie skautów angielskich – udaliśmy się na  kultową wyprawę do Anglii. Na

lotnisku „Budyń” zostawił swój bagaż podręczny. Było dużo zamieszania ale udało się załatwić, że

bagaż przywiozły wylatujące z Gdańska dzień po nas harcerki z „ Drzewa Pokoju”. Po przybyciu do

Londynu zamieszkaliśmy w Hostelu w londyńskiej dzielnicy Notting Hill.  Była to baza wypadowa do

zwiedzania centrum: Pałac Królewski, Opactwo Westminster, katedra Westminster, Hyde Park,

Marble Arch, Trafalgar Square, Big Ben, okolice Parlamentu (wejście było za drogie). Ogłosiliśmy – po

dyskusju - Poprawkę Westminsterską (dot. zadań i obowiązków Z-cy Komendanta) i Deklarację z

Notting Hill (dot. woli współpracy z harcerkami).

Następnego dnia dotarliśmy na potężny dworzec Paddington i wyruszyliśmy pociągiem należącym do

Western Great Railway – w kierunku stacji w miejscowości Goring & Streatley. Po wyjściu znaleźliśmy

się w typowym staro angielskim miasteczku (domy w środku są nowoczesne ale na zewnątrz wyglądają

staroświecko). Dotarliśmy do wielkiej polany nad Tamizą będącej miejscem gdzie rozbity był obóz.

Najbardziej podobała nam się pionierka: brama, maszt z flagami, karuzela, stanowiska kuchni

polowych – wykonane bez użycia gwoździ. Ciekawy był sposób przygotowywania obiadów – w

miedzyorganizacyjnych gupach – z użyciem przygotowanych wcześniej przez kucharza półproduktów.

Duże wrażenie zrobiła na nas wycieczka do Oxfordu, Jest to miasteczko jak ze starej bajki.

Tam część druhów kupiła sobie szpanerskie bluzy z napisem : Oxford University.

 

Sympatyczne było obchodzenie urodzin gdzie śpiewaliśmy życzenia po Polsku, angielsku i ukraińsku –

do Anglii dotarła też grupa z Organizacji Ukraińskich Skautów.


Po obozie w Anglii pojechaliśmy na sierpniowy  wypad w Beskid Sądecki i potem we wrześniu na

wypad w Karkonosze. Tam zaprezentowałem swoją nowa piosenkę „Strażnik Poranka”

 

W listopadzie 2018 odbyła się historyczna wyprawa do Warszawy z okazji 100-lecia odzyskania

niepodległości przez Polskę. Spaliśmy w hotelu w centrum Warszawy. Na pałatkach przypięliśmy

małe biało czerwone wstążki. Najpierw wyruszyliśmy w trasę po ważnych historycznie częściach

centrum Warszawy. W każdym punkcie była moja mini-gawęda. Wieczorem w hotelu było

świecowisko nt. niepodległości Polski. Następnego dnia - 11 listopada uczestniczyliśmy w

uroczystościach państwowych z udziałem Prezydenta RP  - Andrzeja Dudy na PL. Piłsudskiego.  Potem

udaliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego gdzie zapalony przewodnik pięknie opowiadał o

powstańczym zrywie z roku 1944. Wieczorem dołączyliśmy do Biało-czerwonego Marszu

Prezydenckiego. Z trudem udało się nam przebić do oczekujących na nas busów które zawiozły nas do

Gdyni.  Byliśmy pewni, że Polska jest dla nas ważna – że warto było być na rocznicowych obchodach

niepodległości.


W grudniu 2018 wylecieliśmy na spotkanie opłatkowe z harcerzami z polonii we Wiedniu.

Byliśmy w stolicy Austrii w dniach 07-09.12.2018. Bardzo sympatycznie przyjęli nas miejscowi

harcerze i ksiądz z kościoła – gdzie nocowaliśmy na podłodze. Było trochę zimno, ale dalo się przeżyć

Miasto w klimacie zimowym, pełne ozdób bożonarodzeniowych było naprawdę piękne.  Zwiedliśmy

wieczorem stare miasto a w dzień park Cesarskiego  Pałacu Letniego  Schönbrunn.

W dniu 8.12 - na wzgórzu Kalenberg – skąd ruszyła polska odsiecz  husarska złożyłem ponownie przyrzeczenie

harcerskie z intencją, że jest to przyrzeczenie na cale życie i stałem się pierwszym członkiem Bractwa

Harcerskiego Całym Zyciem


W lutym 2019 odbyło się szkolenie Matecznik w Budapeszcie na Wegrzech. Spodobała nam się

węgierska stolica pełna pięknych zabytków, ale trudno w tym mieście było stworzyć atmosferę

harcerskiego szkolenia. Niemniej uczestnicy byli zadowoleni. Nie udało się zorganizować walk

wikingów bo nie było śniegu więc „Pomarańcza” zorganizował zastępcze walki w sali. Na koniec była

wielka wyżera lodowa. Swietnie sprawowala się ekipa kwatermistrzowsko-kuchenna: „Forte” i

„Pomarańcza”. Pomarancza nawet upiekł tort dla uczestników i kadry szkolenia.

 Nie było dobrego miejsca na chrzest kursowy więc musieliśmy zrobić zastępczy chrzest w Parku

Gellerta – 2 km od naszego hostelu.

Droga powrotna przebiegala z pewnymi zakłóceniami z uwagi na wyloty z Warszawy delegacji rządowych

po konferencji bliskowschodniej (nasz samolot nie miał przez kilkanaście minut zgody na

lądowanie i krążył nad Warszawą). Potem nie mogliśmy przebić się taksówkami przez stolicę

sparaliżowaną przez wyjeżdżające delegacje rządowe. Z trudem zdążyliśmy na Flixbus do Gdańska – dzięki

bojowej akcji pani Eli – czekającej w Warszawie na swoich podopiecznych : Rudego i Górala.

Uprosiła ona kierowcę by poczekał na nas 20 minut. I poczekał. Potem już szczęśliwie dojechaliśmy do Gdańska.


Dnia 23.02.2019 - umarł nasz kapelan - ks. Witold Szumiato "Kresowiec" Proboszcz w Piecach..

Pożegnaliśmy go wieczorem 27.02.2019 w Piecach – w czasie modlitwy przy trumnie - dzień przed

pogrzebem.

 

W dniach 16-20.05.2019 pojechaliśmy z Wilczymi Tropami na wypad w Tary z okazji 10-lecia HGW

Naszą bazą wypadową było schronisko na Hali Ornak.  Wyruszyliśmy na piękną widokowo choć

trudną fizycznie wędrówkę na szczyt Ornak w warunkach pół-zimowych. Ciekawe było też

wędrowanie a częściowo pełzanie przez wypełnioną kałużami Jaskinię Mylną. Centralnym punktem

programu było świecowisko w Schronisku nt. 10-lecia Gromady.  Symbolicznym wydarzeniem było

spotkanie niedźwiedzicy z młodymi, po drugiej strony strumienia - w Dolinie Kościeliskiej - w

okolicach miejsca tatrzańskiego wezwania Maryi i w czasie obchodów 10-lecia tego wezwania.

Niedźwiedź jest symbolem siły, a niedźwiedzica z młodymi - symbolem siły miłości - braterstwa. Do

takiej siły jesteśmy zaproszeni. W tym kontekście znamienne są słowa z 2 czytania które

słyszeliśmy w niedzielę - na zakończenie obchodów - na mszy św. w Sanktuarium św. Rodziny w

Zakopanem: Oto przybytek Boga z ludźmi i zamieszka wraz z nimi i będą oni jego ludem, a On

będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie, Ani żałoby, ni krzyku,

ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Zasiadający na tronie: OTO CZYNIĘ

WSZYSTKO NOWE. Niesamowite jest to, że ponieważ zapomniałem zabrać gitarę na wypad

pożyczyła ją nam nieznana druhna z ZHR - Kraków. Piękne świadectwo braterstwa harcerskiego.

 

W lipcu 2019 odbył się  mini obóz Wilczych Tropów (gościnnie na Zgrupowaniu ZHR w

Bartoszymlesie) pod dowództwem „Bohuna”. Duch WT został umocniony. Kadrą tego mini obozu

byli: „Bohun”, „Pilot”, „Pomarańcza” i „Góral”.


Na przełomie lipca i sierpnia 2019 odbył się 11 Letni Wypad Wilków (SEW)  w Beskidzie Żywieckim.

Były piękne widoki cho[i]ć dość trudne przemarsze - Beskid Żywiecki to najwyższy z Beskidów.

Pojechało dużo nowych wilków - co strasznie zakłóciło klimat Wypadu. Ale z drugiej strony nowi to

przyszłość HGW. Wilkiem MacKenzie został wybrany Tyson. Na Krawcowym Wierchu ćwiczyliśmy - z

sukcesem - akcję zwijania namiotów i ewakuacji do bacówki w 15 minut - w związku z nadciągającą

potężną burzą.

 

Pod koniec sierpnia 2019 odbył się Zlot  OWS Get Together na Ukrainie w Beskidzie Skolskim. Zlot

udał się wybornie - fantastyczne spotkanie, super atmosfera.  Po zakończeniu Zlotu byliśmy jeszcze

jeden dzień - sami we Lwowie. I mogliśmy pochodzić uliczkami starego miasta. Do Lwowa i z Lwowa

podróżowaliśmy samolotem i stwierdziliśmy, że jest to najlepsza wersja odwiedzania Ukrainy.


Pod koniec września 2019 wyjechaliśmy busem- na klimatyczny wypad do Wilna. Po drodze na Litwę

zatrzymaliśmy się na nocnej herbatce u rodziny Hadesa w Olsztynie. W czasie kolejnego nocnego

postoju oddaliśmy hołd ofiarom Obławy Augustowskiej przy pomniku w Gibach. Wilno przywitało nas

deszczową, zimną pogodą. Przed Ostrą Bramą powierzyliśmy HGW modlitwom Maryi. Byliśmy na

mszy św. przy autentycznym obrazie Jezu Ufam Tobie namalowanym zgodnie ze wskazówkami św.

Faustyny Kowalskiej. Klimat wypadu był świetny co bardzo umocniło pozytywnego ducha w HGW.


W połowie listopada odbył się fantastyczny wyjazd do Madrytu. Udało nam się tanio załatwić bilety

samolotowe. Bardzo pomogli nam w organizacji wyjazdu miejscowi księża i seminarzysta (jeden z

tych księży Maciej Jurczyk dostał potem tytuł: Segno Vivo di Speranza). Było dużo chodzenia po

mieście i dużo akcentów religijnych. Ponieważ apele mieliśmy na placu naprzeciw budynku

Parlamentu więc kilkakrotnie policja pytała co my tam robimy. Stwierdziliśmy, że całkiem niezłe są

churros w czekoladzie – które zafundował nam jeden z księży. Hiszpania to kraj ludzi otwartych lecz

niestety o poglądach mocno lewicowych (niektórzy powiedzą pro-europejskich), ale to nie był nasz

problem. Super było śpiewać UNA GRAN SENAL z Hiszpanami na Eucharystii. Super była homilia

południowoamerykanskiego prezbitera o tym, że Krzyż jest jedyną drogą do Zbawienia. Super było to,

że mogliśmy być w domu rodzinnym inicjatora Drogi Neokatechumenalnej - Kiko Arguello. Tam

Maryja powiedziała 8.12.1959 r. do Kiko takie słowa: "Trzeba tworzyć wspólnoty chrześcijańskie takie

jak Święta Rodzina z Nazaretu, które żyłyby w pokorze, prostocie i uwielbieniu, gdzie drugi jest

Chrystusem" - ponieważ my to tam też usłyszeliśmy więc traktuję to także jako zadanie dla HGW i dla

naszych rodzin. Super, że byliśmy przy stadionie Read Madryt, super była katedra z malowidłami Kiko,

super było metro i był park Retiro i wiele innych atrakcji. Que Viva Espana


W grudniu 2019 pojechaliśmy do Olsztyna by u Hadesa cieszyć się opłatkiem Gromady

Mieszkanie było klimatycznie ustrojone, była ubrana choinka z lampkami, był wielki stół z białym

obrusem i wigilijnymi potrawami. I byli  mili i cierpliwi gospodarze. Sympatyczny opłatek, choć

trochę robiony na wariata – wieczorem przyjechaliśmy, a rano wyjeżdżaliśmy.


W styczniu 2020 odbyło się udane Szkolenie Matecznik na Durbaszce w Małych Pieninach.  Czarowały

nas piękne, śnieżne krajobrazy. Dużym problemem było zalodzenie stoków górskich (pierwszy raz się

z czymś takim spotkałem zimą w Pieninach). Szczególnie ciężko było wędrować po stokach Sokolicy –

wędrówka była prawdziwą walką.  W czasie szkolenia ułożyłem piosenkę o Durbaszce którą wspólnie

zaśpiewaliśmy, a nagranie wrzuciliśmy na You Tube. Wcześniej – przed szkoleniem ułożyłem piosenkę

„Cały Twój” w związku z rokiem 100-lecia urodzin św. JP2. W czasie rozmów na szkoleniu panowała

wielka szczerość. Atmosfera była bardzo harcerska. Wilcze Tropy – nasz jednostka młodszo harcerska –

zostały  przemianowane na próbny, samodzielny patrol Skaliste Wilki włączony w strukturę Gromady.


W dniu 22.02.2020 - W Pałacu Prezydenckim w Warszawie zostałem odznaczony przez Prezydenta RP

A.Dudę medalem 100-lecia odzyskania niepodległości (na wniosek NKIH Leśna Szkółka). Ogromnie

ważne dla mnie było to, że zostałem zaproponowany do odznaczenia przez „Leśną Szkółkę”. Był to

piękny, symboliczny gest wyciągnięcia ręki do jedności, która została zerwana przed laty  gdy

odchodziłem z Kręgu LS.

Podczas dekoracji powiedziałem do Pana Prezydenta: Dziękuję Panie Prezydencie, że jest Pan moim

Prezydentem. Ta dekoracja to było jedno z największych wydarzeń mojego życia. Po powrocie z

Warszawy – na biwaku HGW w Garczynie – „Bohun” powiedział do mnie: „to niesamowite, że można

dostać medal od Prezydenta za prowadzenie harcerstwa”. Ciekawe jest to,że seria mojego medalu

to 13 i nr w tej serii to też 13. Liczba 13 to liczba fatimska. Przez te numery dodatkowo widzę rękę

Maryi mojej przewodniczki życiowej.

 

 



[i]